Refleksja Adwentowa - "Oczekiwanie"

    

Oczekiwanie to pozostawienie dotychczasowego swojego życia na boku i zajęcie się tylko przedmiotem swego oczekiwania. Człowiek nieustannie czymś się zajmuje, na coś czeka, oczekuje czegoś od innych. W dodatku jest we współczesnym człowieku niecierpliwość. Nie potrafi spokojnie, cierpliwie czekać. On chce realizacji swoich oczekiwań jak najszybciej, już zaraz, teraz, w tym momencie. Oczekiwać na Boga, oznacza zupełnie zrezygnować z czekania na cokolwiek i kogokolwiek.


Tak więc, oczekiwać Boga, to zrezygnować z wiecznego oczekiwania na wiadomości. Chociażby na te podawane w mediach. To nie włączać telewizora, zrezygnować z sięgania do Internetu, by tam przeczytać najnowsze informacje. To nie nosić przy sobie telefonu, by jak najszybciej odebrać wiadomość przysłaną sms’em. To nie czekać na telefon od kogoś i nie patrzeć z niecierpliwością na aparat, kiedy w końcu zadzwoni.

To również nie oczekiwać, że bliska osoba domyśli się twego gorszego dzisiaj samopoczucia, nie spodziewać się współczucia, to nie okazywać, jak się czujesz, by nie oczekiwać niczyjej pomocy. To nie czekać, że osoby w pracy zrobią na czas to, co potrzebujemy, że wykonają to tak, jak tego chcemy. A w związku z tym nie denerwować się, gdy rzeczywiście wykonają tę pracę nie tak, jak należy i nie na czas. Nie oczekiwać zrozumienia od innych, uśmiechu i życzliwości. Nie oczekiwać, że będziemy potraktowani grzecznie i z kulturą w różnych miejscach, do których się udajemy. Nie oczekiwać, że bliscy w domu posprzątają po sobie i domyślą się, że czas na poważniejsze porządki. Nie spodziewać się, że naraz wszyscy dookoła zamienią się w anioły i wspólnie, w zgodzie i pokoju będziemy przygotowywać się do Świąt. Nie spodziewać się, że wszystko poukłada się po naszej myśli, wszystko uda się załatwić na czas, wszystko zostanie zrobione tak, jak my tego chcemy. Nie oczekiwać od bliskich, że będą naraz tacy, jakich chcielibyśmy ich mieć - idealni, bo latami człowiek pracuje nad sobą i niewiele udaje mu się zmienić. Nie oczekiwać, że pogoda będzie sprzyjać ostatnim pośpiesznym zakupom, nie myśleć, że w sklepie dostaniemy dokładnie to, co chcielibyśmy, w dodatku bez tłumu otaczającego nas w każdym miejscu. To nie spodziewać się autobusu punktualnie podjeżdżającego na przystanek, niezatłoczonego i  z uśmiechniętymi pasażerami.


Oczekiwać Boga to skierować swoje serce i wzrok ku Niebu i nie odrywać go aż do Świętych Narodzin. To czynić wszystko z tą radosną nadzieją w sercu, że już niedługo zrodzony zostanie w naszym sercu Jezus. To kochać Boga i z tą miłością czynić swoje zwykłe obowiązki. To cieszyć się Jego miłością i starać się nieść w sercu Jego miłość w swoją codzienność. To dać odczuć bliskim, że Bóg ich też kocha. To przygotowywać się do Świąt, swój dom, rodzinę z radością na przychodzącego Boga. To nieustannie wtulać się w ramiona Maryi, by z Nią razem czekać. To poczuć, jak bije Jej serce, a wraz z nim jeszcze jedno, maleńkie, które też czeka. Ono czeka, by się narodzić w tobie.


Oczekiwać, to oddać cześć Maryi w błogosławionym stanie, to uwielbić Ją, pokochać od nowa i zapragnąć, by i twoją była Matką, by i ciebie zrodziła od nowa. To rozpalić swoje serce wielką miłością do Bożej Rodzicielki, miłością czułą, tkliwą, ufną, taką, jaką mają dzieci do swej ukochanej mamy. To zapraszać Ją nieustannie do serca, by tam gościła na stałe, by zamieszkała, by przygotowała mieszkanie Jezusowi właśnie w naszym sercu. Niech rozgości się i uczyni nasze serce miłe Bogu. Tylko Ona, tylko Jej obecność może to sprawić. To razem z Nią co rusz klękać do modlitwy i otwierając swe serce wyśpiewywać hymn uwielbienia Bogu za realizującą się przepowiednię. To kochać Boga wzruszając się do łez nad Jego niepojętą miłością, która skłania Go do przyjścia na ziemię. To wołać: Przyjdź Panie! To wyznawać miłość, to płonąć tą miłością, to całemu zamienić się w ten żar, który obejmując wszystko sprawi, że nic już dla nas nie będzie ważne, tylko Bóg.


Oczekiwać narodzin Boga to po prostu czekać z wielką miłością w sercu nie myśląc zbytnio o niczym innym. To dawać pierwszeństwo Bogu rodzącemu się w nas, a nie przygotowaniom zewnętrznym, źle pojętej tradycji, względom ludzkim. To kochać, kochać, kochać! To całe serce oddać tej Miłości. To zachwycić się tą Miłością! To stać się szaleńcem dla tej Miłości! To umierać z tęsknoty za Nią! To cierpieć ogromnie z pragnienia zjednoczenia z Nią! To wręcz nie móc nic robić, bo ból tęsknoty czyni nas bezsilnymi. To omdlewać, płakać z miłości.
Czy jesteś do tego gotowa, duszo przez Boga umiłowana? !!!