Co chrześcijaństwo dało Europie?

     W Europie, zwłaszcza Zachodniej, pogłębia się zjawisko rugowania chrześcijaństwa z forum publicznego, z życia społecznego, politycznego, kulturalnego, umysłowego i moralnego. Dzieje się tak, oczywiście, przede wszystkim w świecie tzw. inteligencji i biznesmenów, a znacznie mniej na poziomie ogółu społeczeństwa. Ludzie stawiają sobie pytanie: czyżby chrześcijaństwo się przeżyło i czy już nic Europie nie daje? Jednakże takie i podobne zarzuty ze strony elit budzą najwyższe zdumienie: czy to jest brak wiedzy historycznej, czy to brak zmysłu duchowego, czy też może po prostu przewrotność moralna?

Dary chrześcijańskie
Chrześcijaństwo przyniosło Europie i całemu światu przede wszystkim dary ściśle religijne, nadprzyrodzone: a więc całą prawdę zbawczą o Bogu i człowieku, Dobrą Nowinę o wiecznym królestwie Bożym dla człowieka, odpuszczenie grzechów, miłość Bożą, życie wieczne, komunię z Trójcą Świętą i najwyższy sens istnienia i życia na świecie. Realizuje się to w Kościele Chrystusa: przez objawienie, sakramenty, słowa życia wiecznego i przez samoudzielanie się nam Boga. I to wszystko dokonuje się już zawsze bez względu na takie czy inne kształty świata, w którym żyjemy. Ale jak Syn Boży nie pozostał w niebie, lecz wcielił się w świat, zrodził się jako człowiek z Maryi, tak i chrześcijaństwo wciela się w konkretny, realny i historyczny świat ludzki. Dlatego chrześcijaństwo niesie ze sobą wtórnie także niezwykłe i błogosławione dary doczesne, na podobieństwo Trzech Króli. I te dary także wysoce doskonalą świat ludzki.
1. Chrześcijaństwo ukształtowało stopniowo duchową jedność Europy. Europa była i jest nieprzebranym skarbcem plemion, ludów, narodów, państw, kultur, języków, prądów intelektualnych, wierzeń, religii, technik, wielkich przedsięwzięć ludzkich. Skarbiec ten ubogacał się ogromnie dzięki dziedziczeniu wielkich tradycji umysłowych, cywilizacyjnych, ideowych i głębokich doświadczeń życia: Sumeru, Akadu, Babilonii, Asyrii, Persji, Izraela, całej Małej Azji, Grecji, "Wiecznego Rzymu" (Wergiliusz). Dziedzictwo to z kolei przypadało niezliczonym ludom śródziemnomorskim, zachodnioazjatyckim, germańskim, romańskim, słowiańskim, bałtyckim, skandynawskim. I mimo wędrówki ludów i ustawicznych walk doszło do ukształtowania europejskiej świadomości i niejako osobowości głównie dzięki chrześcijaństwu. Tak powstała jedna wielka jakby nadcywilizacja europejska: jeden Bóg, jedna ludzkość, jedna etyka, jedna logika, jedno powołanie dla człowieka i ludzkości. Była to, oczywiście, jedność firmamentu duchowego nad Europą, a nie zdominowanie przez przymus, przynęty lub podstęp, jak w dzisiejszej Unii ateistycznej.
2. Chrześcijaństwo przyniosło Europie najbardziej rozległą i powszechną wizję świata - od stworzenia po kres i szerszą niż u stoików wizję całej ludzkości jako jednego człowieka Bożego, bez dzielenia gatunkowego na swoich jako "ludzi" i na obcych, barbarzyńców jako nieludzi, co robiły dawne kultury pogańskie, a zresztą i niektóre dzisiejsze nurty ateistyczne (np. rasizm). Dość wspomnieć, że po odkryciu Ameryki Papieże musieli dowodzić krwiożerczym Hiszpanom, iż Indianie są też ludźmi, mają dusze nieśmiertelne, nie mogą być obracani w niewolników ani pozbawiani swej własności, a należy im tylko głosić Słowo Boże w pokoju i przyjaźni (Paweł III w roku 1537; Denzinger 1495). A zresztą i dziś jeszcze Kościół musi dowodzić ludziom bez rozumu i serca, że dziecko przed urodzeniem jest człowiekiem i osobą, jak i że starzec, choćby zgrzybiały, jest człowiekiem i ktoś nieuleczalnie chory jest również człowiekiem.
3. Chrześcijaństwo, w przeciwieństwie do kosmologicznych kultur starożytnych, dało w Jezusie Chrystusie najwyższe pojęcie jednostki ludzkiej - osoby: absolutnej, duchowej, nienaruszalnej, nieskończonej wartości, przeznaczonej do wieczności, a przede wszystkim niestanowiącej jedynie nic nieznaczącego elementu społeczności, przyrody, jakiegoś ziarnka na pustyni czy kropli w oceanie. W ślad za tym mogły się narodzić i dzisiejsze wszystkie prawa osoby ludzkiej (personalizacja).
4. Jednocześnie chrześcijaństwo wypracowało wysokie pojęcie społeczności jako społeczności osób jako Ciała Mistycznego Chrystusa Boga-Człowieka, jako rodziny Bożej i osoby zbiorowej, objętej odkupieniem, łaską, etyką, sakramentami, wezwaniem do doskonałości i świętości i do powszechnej miłości społecznej, czego nie było nigdzie na taką skalę przedtem (socjalizacja). Chrześcijaństwo potrafiło tworzyć wspólnoty ludzkie w najcięższych okresach i warunkach: ideowe, doskonałe, kulturotwórcze i socjotwórcze. Widać to do dziś w klasztorach, zakonach i stowarzyszeniach stanowiących najdoskonalsze oazy w dzisiejszym degradującym się świecie.
5. Chrześcijaństwo dało najwznioślejszą na świecie, czerpaną ze Starego Testamentu, od stoików, a przede wszystkim od Chrystusa etykę i zasadę moralną, tworząc moralność absolutną, kategoryczną, zgodną z sumieniem i stanowiącą istotę człowieka, jego życie, godność, doskonałość, szczęście nieutracalne i wykraczanie ponad świat zwierzęcy (uświęcenie człowieka).
6. Chrześcijaństwo - wraz z judaizmem religijnym - zrodziło wielką wiarę w moc czynu i twórczości, sięgającą aż do wieczności. Podczas gdy wielkie religie i kultury Wschodu głosiły zasadę "niedziałania" w życiu ludzkim, zwłaszcza społecznym, całkowitej bierności człowieka i całkowitego poddania się naturze, a wielkie kultury Grecji i Rzymu na swoich szczytach wzgardziły pracą, zwłaszcza fizyczną i materialną, zostawiając ją jedynie niewolnikom, sługom i plebsowi, to chrześcijaństwo uświęciło wszelkie etyczne działanie, czyn i pracę, nawet pracę najniższą, jako nakaz Stwórcy, jako udział człowieka w Bożym stwarzaniu i jako siłę życia i przekształcania świata. To dopiero w UE, w neokapitalizmie zaczyna powracać znowu pogarda wobec wszelkiej pracy na rzecz używania i próżnowania. Prawdziwym człowiekiem ma być bogacz, jako "bóstwo próżnujące" (deus otiosus), zaś człowiek pracowity jest wyśmiewany jako patologiczny "pracoholik". Stąd też płynie całkowity brak zrozumienia dla robotników, chłopów i drobnych rzemieślników.
7. Chrześcijaństwo odbóstwiło przyrodę i kosmos i świat poddało człowiekowi zgodnie z nakazem Bożym: "Czyńcie sobie ziemię poddaną" (Rdz 1, 28), jednakże ziemia ta i świat są darem Bożym. Stąd świat, także materialny, należy otaczać szacunkiem i miłością, jak to czynił Chrystus. Przede wszystkim pełną miłością należy otaczać życie biologiczne, przyrodę, zwierzęta i rośliny, żywioły natury, całą ziemię, a w każdym pięknie stworzenia trzeba widzieć odblask piękna Stwórcy. Świat nie jest niczyj, dziki, to nie łup rabusiów, lecz dar Boży dla człowieka, pomost między Bogiem a człowiekiem i jakby język miłości między nimi. W świecie bowiem Bóg stworzył i nadal stwarza ludzkość.
8. Chrześcijaństwo odebrało światu jego anonimowość, grozę i potworność antyświata i zhumanizowało go, ociepliło i oswoiło duchowo poprzez ideę Stwórcy i Zbawiciela. Liczni starożytni, a dziś znów ateiści, uczyli, że światy wieczne powstają z przypadku i giną, nie było pierwszego świata i nie będzie ostatniego, tylko wieczny kołowrót. Według chrześcijaństwa, świat jest jednorazowy, nieodwracalny, o jednym absolutnie początku i o jednym absolutnie zakończeniu. W konsekwencji i jednostka ludzka posiada tylko jedno jedyne życie, które się nie powtarza, nie wędruje z osobnika na osobnika, nie ma wędrówki dusz i nie ma przemiany jednego człowieka w drugiego. Stąd jedno jedyne życie ludzkie na ziemi jest absolutnym darem Bożym i niezgłębioną tajemnicą. Żaden też człowiek nie ma władzy zwierzchniej nad życiem własnym i innych ludzi.
9. Chrześcijaństwo chce budować wszystko na prawdzie, bez okłamywania, bez manipulacji, bez samozagubienia się w nieprawdach. Tylko prawda zatem może dać wolność ludzką, indywidualną i zbiorową. Wiara w Boga daje wolność od zła, od grzechu, od zniewolenia własnego i obcego, od śmierci wiecznej i ona daje najwyższą wolność do życia, do twórczości, do wykuwania swego losu i do właściwego gospodarowania światem i kosmosem. Tylko na prawdzie można budować miłość życiową, społeczną, uniwersalną, duchową, niosącą ideał ducha ludzkiego. Miłość ta jest dla chrześcijaństwa podstawową siłą socjalną, dziejową, egzystencjalną, motorem głównym życia jednostek i społeczeństw. Ma ona usuwać wszelką apatię życiową, pesymizm, nienawiść, grzechy, zbrodnie, wojny, a także walki na śmierć i życie w gospodarce. Miłość reguluje lepiej niż prawo całość życia społeczeństw, przynosi zgodę, ład, normalność, poczucie bezpieczeństwa w życiu i w pracy. Wiąże ona subtelnie z otoczeniem, z ojczyzną, z narodem, z kontynentem, czego jednak dziś nie rozumie już nawet wielu duchownych, którzy nie otrzymali właściwego wychowania ani wykształcenia i cierpią na swoistą alergię na miłość. Na prawdzie wreszcie opiera się nadzieja wyższa, która broni przed depresjami, przed społecznymi chorobami, przed pesymizmem życia, a przede wszystkim prowadzi w najdalszą przyszłość i nadaje jednostkom i całym narodom najwyższy sens życia.
10. Chrześcijaństwo tchnie duszę w życie społeczne: jest pokojem, sprawiedliwością, łagodnością, świętą więzią rodziny, spoiwem większych społeczności, wspólnym domem narodów i rodziny narodów. Wszelkie życie zbiorowe przekształca powoli na rodzinne. Odbóstwia władzę społeczną, czyniąc ją służbą Bogu i ludziom. Oddziela władzę świecką od religijnej, nie godząc się na to, by przełożonymi Kościoła byli piastunowie władzy państwowej, do czego notabene zmierza i u nas "neokatolicyzm". Chrześcijaństwo głosi równość wszystkich ludzi przed Bogiem i prawem, potępia niewolnictwo, które dziś znowu w pewien sposób powraca - i w komunizmie, i w neokapitalizmie, np. jako praca dzieci. Kościół katolicki wprowadza coraz pełniejsze równouprawnienie kobiet i mężczyzn, oczywiście w zakresie możliwości natury. Wprowadza opiekę nad ubogimi, chorymi, opuszczonymi, uzależnionymi, nad więźniami. Jakkolwiek dziś takie instytucje charytatywne odstąpił Kościół państwu, okazuje się, że państwo je zaniedbuje, a z kolei "dobroczynni" masoni uprawiają przy tym raczej ateistyczną propagandę. Kościół od początku tworzył szkolnictwo powszechne i uniwersyteckie, docierając nawet do najmniejszych wsi, jak to było w Polsce. Doniosłość tego widać dziś na tle UE, która dąży, także w Polsce, do ogromnego ograniczenia wykształcenia, zwłaszcza uniwersyteckiego, i do sprowadzenia całej "nauki" raczej tylko do zdobycia sprawności obsługi maszyn i urządzeń w pokornej służbie bezdusznym instytucjom i "bogom" gospodarczo-politycznym. A wreszcie Kościół prowadzi ogólną pedagogię społeczną i narodową, a także ogólnoeuropejską, czego potrzebę okazuje wymownie nasza sytuacja całkowitego chaosu i nihilizmu moralnego i społecznego, będących skutkiem ateizmu komunistycznego i neoliberalnego.
Oczywiście, wyższe władze umoralnić po chrześcijańsku jest niezmiernie trudno. One często zachowują się tak, jakby były bogiem. Kiedy biskup krakowski Bodzanta w roku 1349 wysłał do króla Kazimierza Wielkiego ks. Marcina Baryczkę, kaznodzieję katedralnego, z upomnieniem za gorszące życie i bezprawne nałożenie nowego podatku, to król wierzący w Boga kazał księdza utopić w przerębli wiślanej. I zanosiło się na to, że z biskupem Bodzantą może być tak samo jak ze św. Stanisławem. Tak to upominać władze. Podobnie było z ks. Jerzym Popiełuszką. I coś podobnego będzie chyba z księdzem prałatem Henrykiem Jankowskim.
11. Chrześcijaństwo od początku z przykazań Bożych i z Ewangelii wyprowadzało prawa i obowiązki osoby ludzkiej: absolutną godność i wartość osoby, święte prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci, monogamiczne małżeństwo sakramentalne i Kościół rodziny, świętość życia dziecka, równość dostępu do dóbr ziemskich i do sprawiedliwych wyroków sądów, zniesienie prawa zemsty, nałożenie na właścicieli obowiązku użytkowania własności dla dobra wspólnego i inne.
12. Osobno trzeba wymienić ogromny wkład chrześcijaństwa w wysiłek pokojowy: w duszy, w rodzinie, w państwie, między narodami. I ten głos za pokojem bynajmniej nie może milknąć, gdyż państwa o złej ideologii nierzadko stają się i dziś zbiorowymi zbrodniarzami, jeszcze gorszymi niż w przeszłości pogańskiej. I smutno, że dziś nawet niektórzy biskupi wbrew Papieżowi popierają np. nasz udział w napaści bez powodu na Irak.
13. Kościół chrześcijański był i jest bardzo kulturotwórczy. Niemal przez dwa tysiące lat z niego brały początek wszystkie dziedziny mądrości, kultury, cywilizacji i nauki. Ogromna w tym zasługa zakonów i klasztorów, które w ciągu kilku wieków zamieszania po upadku cesarstwa zachodniego, w czasie wędrówki ludów, wyniszczających zewsząd najazdów na Europę i nieustających wojen wewnętrznych - człowiek jest dziwną istotą ciągle walczącą - przedłużały życie kultury klasycznej, starych tradycji i wartości ogólnoludzkich, ustalały pisownie języków narodowych, zakładały szkoły i uniwersytety, rozwijały medycynę i inne nauki, miały swój wkład w rozwój techniki i wychowały całe społeczności i narody. Zresztą tego wszystkiego nie da się tu wyliczyć. W każdym razie kiedy dziś wszystkie dziedziny kultury i sztuki przeszły w ręce państwa, to rządy ateistyczne zwykle całą religijną tematykę kultury, nauki i sztuki wyrzucają precz, walcząc z człowiekiem wierzącym. A nowi koryfeusze tworzą najczęściej taką kulturę, naukę i sztukę, które ograniczają się niemal wyłącznie do seksu i ataków na tematy religijne. Jest to degradacja człowieczeństwa. Kultura i sztuka bez chrześcijaństwa całkowicie karleją.

Świadomość samokrytyczna
W odchodzeniu świata inteligencji, polityków i biznesmenów od chrześcijaństwa i Kościoła nie można wszystkiego zrzucać na złość ludzką i na moce szatańskie. Były, niestety, i są jeszcze pewne błędy i po naszej stronie. O wielu mówi Sobór Watykański II. Niektóre trzeba jeszcze ze sprawiedliwości dodać.
1. Kościół katolicki dał się po średniowieczu stopniowo zepchnąć z forum publicznego na skutek nacisków różnych drapieżników społecznych i politycznych i pod wpływem błędnej teologii, zalecającej wycofanie się Kościoła z życia publicznego, żeby rzekomo nie mieszać porządków.
2. Błędem administracyjnym Kościoła, po krytyce teorii Kopernika, było postępujące zrywanie współpracy z nowszymi kierunkami filozofii, ze światem nauk i pragmatyki technicznej. Zaczęła się rysować przepaść między wiarą a nauką, między religią a konkretnym życiem doczesnym.
3. Od średniowiecza zaczęła się zrywać w Kościele równość chrześcijańska i powstawały dwie klasy, jak w starożytnym Rzymie: arystokracja na wyżynach, obsadzająca wszystkie wyższe stanowiska i godności, oraz klasa służebna, plebs, który ma jedynie słuchać i służyć arystokracji, w Polsce - szlachcie. W ślad za tym przez całe wieki rody możnych obsiadały Kościół, rezerwując wyłącznie dla siebie urzędy kościelne i biskupstwa, a nie mając często ani walorów umysłowych, ani moralnych. Powoli następowało zeświecczenie i zrównywanie urzędów kościelnych ze świeckimi. I tak mimo długich zmagań wkradała się do Kościoła niejako tylnymi drzwiami władza świecka na miejsce kościelnej. Tak stało się np. w szlachetnym prawosławiu rosyjskim za imperatora Piotra Wielkiego. A zresztą i dziś u nas politykę kościelną przejmuje podobnie Unia Wolności i jej adherenci.
4. Na skutek opanowania Kościoła przez nieuformowaną moralnie arystokrację świecką do dyplomacji kościelnej, ogólnej i regionalnej zakradł się model dyplomacji świeckiej, zewnętrznie układnej, ale wewnątrz często nieszczerej i w stosunku do niekatolików lub władz państwowych, jak i w stosunku do poddanych, wiernych. Mamy tego wiele przykładów.
5. Nie stworzono w Kościele forum wewnętrznego, niejako wspólnego i przejrzystego ekranu, co stwarzało zawsze możliwość korupcji, np. w ważnych nominacjach. Tą drogą napływało dużo - i napływa - prawdziwych szkodników Kościoła. W życiu administracyjnym Kościoła nie było też miejsca na odrodzeniową krytykę. Coś ze świadomości krytycznej pojawiło się dopiero na Soborze Watykańskim II, np. że Kościół w wymiarze ludzkim powinien się stale reformować (Lumen gentium, 8). Myśl tę dopracował w roku 2000 genialny i natchniony Jan Paweł II, który doprowadził do zbiorowego aktu pokuty, skruchy i pojednania za kościelne winy przeszłości (por. dokument: "Pamięć i pojednanie. Kościół i winy przeszłości", Watykan 2000, abp Bruno Forte). W przeszłości każde dążenie do naprawy zła w Kościele, np. odsunięcie upadłego hierarchy z urzędu (wiklefizm, husytyzm, reformacja), traktowano jako pełny bunt przeciw Bogu lub jako herezję. Ogólną sytuację ratowali raczej święci, prości wierni, niektóre zakony i armie zwykłych prezbiterów.

Europa nadal potrzebuje chrześcijaństwa
Chrześcijaństwo zawsze wprowadzało jedność duchową między ludźmi i narodami. Nie jest prawdą, że religie dzielą, a łączy ateizm. Ateizm ma w swej strukturze nienawiść. Duchowa jedność wszystkich krajów, narodów i kultur powstanie nie przez przymus lub podstęp silniejszych i bogatszych, lecz przez rozwój i udoskonalenie tożsamości elementów składowych. Europa będzie tym wyższą jednością, im jej części będą bardziej sobą, bardziej tożsame wewnątrz siebie i bardziej samowładne. Jedności duchowej ludzi w grupie nie osiągnie się przez skucie ich łańcuchami, jak robiono z galernikami na dawnych łodziach, lecz przez ich udoskonalenie, wychowanie, przekonanie do wspólnego dobra i danie im odpowiedniej wolności. Ludzie to nie stado zwierząt. Europa będzie dojrzała duchowo, jeśli narody, państwa, kultury będą dojrzałe, rozwinięte w sobie, moralne. Nasze władze muszą wiedzieć, że przez niszczenie Polski nie zmierzamy do jedności, lecz wieziemy Polskę na cmentarzysko. To samo odnosi się do religii. Pokój międzyreligijny nie wypływa z poniżenia religii ani z ich stopienia w coś nowego, lecz z rozwoju każdej religii i każdego wyznania w sobie, osiągnięcia doskonałości, ukształtowania ich pełnej tożsamości i wolności. Szczególnie chrześcijaństwo to potężna siła jednocząca ludzi i narody, twórcza społecznie, dająca sens każdej etycznej zbiorowości ludzkiej i tworząca najwyższe wartości. Autentyczne i szczere religie dadzą pokój i jedność w jakimś bliższym czy dalszym finale.
Trzeba wyraźnie powiedzieć, że nie ma żadnego konfliktu religijnego między chrześcijaństwem a judaizmem religijnym, chyba że dla ludzi złośliwych i fałszywych. Według nauki historycznej antysemityzm i antychrystianizm mają raczej podłoże polityczne, socjalne i ekonomiczne - na całym świecie, choć ludzie niemoralnie walczący chętnie uciekają się do treści religijnych. Na przykład w Polsce, jeśli jest jakiś problem, to rodzi się on tylko z bolszewizmu i walki o władzę polityczną. Obecnie naszą troską jest obawa, że politycy syjonistyczni dążą do sprowokowania światowego starcia między islamem a katolicyzmem, ale znowu z powodów politycznych, a nie religijnych. Niektórzy kapelani amerykańscy mówią np., że do Iraku są kierowani głównie żołnierze katoliccy, gdyż pogrzeby zabitych w Iraku prowadzą w Ameryce głównie księża katoliccy. Z tego też powodu tak skwapliwie wysyła się na wojnę z Irakijczykami katolików polskich.
Tymczasem religie mogą żyć nie tylko pokojowo obok siebie w Europie, ale wręcz przyjaźnie, zwłaszcza w obliczu wspólnego wroga śmiertelnego, jakim jest ideologiczny ateizm. W Europie nie ma problemu, by rozwijały się trzy wielkie religie monoteistyczne: chrześcijaństwo, islam i judaizm, choć judaizm jest dzisiaj raczej narodowością niż religią. Jako historiolog nie zgadzam się z opinią, żeby muzułmańskiej Turcji nie przyjmować do UE. Byłaby to polityka defetystyczna i lękowa. Jeśli ideologia europejska ogłasza dogmat otwarcia na wszelką inność, to dlaczego akurat z wyłączeniem Turcji, która zresztą ściśle współpracuje dziś z Izraelem na polu polityki i ekonomii? Otóż Europa gaśnie pod względem religijnym, a więc emulacja między chrześcijaństwem a islamem będzie czymś obopólnie twórczym. Widać to już teraz w tej obumierającej duchowo Francji, gdzie 8 milionów muzułmanów zaczyna pobudzać wystygłych Francuzów do religii i inspiruje katolików do wprowadzania ich Kościoła znowu na forum publiczne, społeczne i polityczne wbrew zaczadziałym sekularystom. Złem różnych religii nie jest ich wiara, lecz ludzka wrogość, walka i fałszywość przekonań. Słowem, nie brońmy naszej religii przez nienawiść do innych. Pan Bóg sobie poradzi ze wszystkimi religiami, no i z ateizmem, bylebyśmy tylko odważnie i szczerze wyznawali Go w sobie i w świecie.
Europa, nie tylko unijna, ale cała Europa historyczna i geograficzna, potrzebuje religii, głównie chrześcijaństwa, jak tlenu, jak pokoju, jak poczucia bezpieczeństwa i najwyższego rozjemcy w walkach, zatargach i codziennych sporach. Ateizm nie ma żadnej takiej odnośni pokojowej i twórczej, może odsyłać jedynie do nicości. Nie można też następnie redukować głębi tematów chrześcijaństwa w Europie, zwłaszcza w Polsce, tylko do kwestii wyimaginowanego czy faktycznego antysemityzmu. Nie można ciągle zarzucać totalnego antysemityzmu nam, Polakom, którzy bardziej szanujemy i lubimy Żydów niż właściwie samych siebie. Sprawcom holokaustu się wybaczyło i nie piętnuje się ich, a z nas robi się największych wrogów. To jest albo jakaś psychoza, albo jakaś gra czysto polityczna. I to sięga daleko. Drugi Kongres Kultury Chrześcijańskiej na KUL-u, organizowany przez ks. abp. Józefa Życińskiego, został też tak jakoś podsumowany, jakoby cała kultura i cała chrześcijańskość polegała na rozwijaniu filosemityzmu, i to w gruncie rzeczy politycznego, no i koniecznie z maniacką nagonką na Radio Maryja, telewizję TRWAM i na "Nasz Dziennik", a nawet i na księdza prałata Henryka Jankowskiego (por. "Gazeta Wyborcza", Lublin, 27 IX 2004; Rafał Panas, powołujący się na KAI). Przy tym lekceważy się Siódmy Kongres Teologów Polskich, też na KUL-u, odbywający się nieco wcześniej przez cztery dni, który zgromadził ok. 700 profesorów, teologów, duchownych i katolików świeckich z Polski, a także z wielu innych krajów Europy, rozważających poważny problem: "Kościół w życiu publicznym. Teologia polska i europejska wobec nowych wyzwań". Niektóre instytucje świeckie zaczynają już obsadzać stanowiska kościelne. Z chrześcijaństwa chce się zrobić propagandę. W Rosji właśnie niektórzy duchowni prawosławni chcą odrodzić Cerkiew przez ciągły atak na Kościół katolicki na świecie i na Polskę. Z kolei wielu Żydów francuskich oskarża rodowitego Żyda, ks. kard. Jeana Lustigera, o... antysemityzm, bo... wierzy w Chrystusa.
Dziś więc tylko pełne chrześcijaństwo jest w stanie zaradzić w Europie i na świecie głębokim kryzysom duchowym, moralnym i politycznym, choć na razie z wołaniem Papieża o pokój i o ratunek dla umierających z głodu i nędzy mało kto się liczy. Obawiamy się, że przy takiej postawie rządców świata przyjdą na nich dni straszne... Zresztą już przychodzą coraz większe kataklizmy. Również potężne starcie między neokomunizmem a neokapitalizmem globalistycznym wcale się nie skończyło, raczej dopiero się zaczyna w głębinowych ruchach architektonicznych świata europejskiego i amerykańskiego. W takiej sytuacji ani chrystianizm neokapitalistyczny i liberalny, ani chrystianizm neokomunistyczny i socjaldemokratyczny nie zapobiegną starciu finalnemu, w którym, jak się wydaje, po latach pierwszy padnie neokapitalizm. Uczeni i politycy dziś powinni rozwijać coś trzeciego, co rozpoczęła polska autentyczna, nie zaś podrabiana "Solidarność", a mianowicie personalizm społeczny, który łączy pełne życie osobowe człowieka z twórczym wymiarem społecznym, ekonomicznym, kulturalnym, egzystencjalnym i duchowym. Ale warunki obecne są bardzo trudne. W Polsce sytuacja ludzka i duchowa jest bardzo ciężka, ogarniają nas coraz gęstsze ciemności. Nasi stratedzy narodowi i państwowi niczemu nie radzą, zamiast wszystko ładzić, tylko coraz głębiej Polskę i całe społeczeństwo pogrążają, administracja kościelna na forum ogólnym milczy, działania poszczególnych natchnionych duchem Bożym duchownych i katolików świeckich mają charakter zbyt partykularny i wąski. Światlejsze umysły polskie czeka wielka praca. Ale Bogu dzięki mamy jeszcze ogromny atut, mamy nienaruszony jeszcze dar chrześcijaństwa, dar Kościoła, żyjącego w serdecznej przyjaźni ze wszystkimi, choć w sytuacji dużej inercji katolików coraz więcej synów Kościoła wykrusza się i niektórzy przechodzą nawet na pozycje jawnej zdrady, są słabego ducha i słabej wiary.

ks. prof. Czesław S. Bartnik