Bogactwo i ubóstwo

Jedna i druga postawa jest do przyjęcia. Człowiek dokonuje wyboru. Jeśli chce żyć w ubóstwie, ma do tego prawo, kierując się określonymi racjami w takim postępowaniu. Odnoszę się z podziwem do tych, którzy są zaradni, ale odnoszę się również z podziwem do biednych, którzy decydują się na takie życie, są pomysłowi, zapobiegliwi tworząc swój status materialny.

Biedą wielu ludzi jest niezaradność życiowa. To nie jest tak, że chcą być biednymi. Oni nie potrafią poradzić sobie z tym wszystkim, co prowadzi do materialnego wzbogacenia się. Jest to kwestia startu społecznego. Niektórzy rodzą się w takiej rodzinie, która daje realne podstawy do studiowania, przejęcia następnie rodzinnego interesu, pójścia śladami matki lub ojca w zawód prawniczy, ekonomiczny czy lekarski. Biedą jest to, że w wielu ludziach nie ma potrzeby nieustannego uczenia się, poznawania, nie ma potrzeby wiedzy. Jest pozostawanie na tym, co niewiele – „mnie tyle wystarczy”. Niektórzy wzrastają z poczuciem skrzywdzenia, z racji ubóstwa swoich rodziców. Dlatego patrzą z podejrzliwością na tych, którzy mają, równocześnie zakładając, że w sposób uczciwy się nie dorobili.

Chcąc nie żyć w ubóstwie, trzeba koniecznie zainwestować w siebie, w swoje wykształcenie. Trzeba posiadać wizję własnego życia oraz sposób jej osiągnięcia. Trzeba bardzo chcieć i z uporem dążyć do realizacji swoich młodzieńczych marzeń. Trudno jest osiągnąć wiele bez marzeń, uporu, wiary w siebie, nieustannego pokonywania lęku, bez zgodnej współpracy z innymi, bez zaufania ludziom właściwym, odpowiednim czyli prawym.

Nie zgodzę się z tym, że ubóstwo wielu ludzi jest spowodowane ich niechęcią do wysiłku. Podstawy tego zjawiska są głębsze. Ktoś, kto nie skończył szkoły albo młoda samotna matka, która nie ma wsparcia w rodzinie i nie może kontynuować edukacji lub nie ma z kim zostawić dzieci na czas pracy. Np. ubodzy uczniowie ze Szkocji znacznie rzadziej kontynuują swoją edukację na uczelniach wyższych niż ich koledzy z pozostałych części Wielkiej Brytanii. Nie trzeba sięgać daleko. W naszej Ojczyźnie jest podobnie. Pojawiło się wiele organizacji, które wspierają naukę bardzo uzdolnionych uczniów. Jest to jednak kropla w morzu potrzeb.

Wysokie pensje i prestiż społeczny to domena osób wykształconych, wysoko wykwalifikowanych. Oni zyskują najwięcej. Na dole są ludzie, którzy na ogół pracują ciężko, ale ich pensje pozostają bardzo niskie. Na rozwoju gospodarczym nie zyskali prawie nic. Łatwo ich zastąpić innymi pracownikami, bo mają niskie kwalifikacje. Do drzwi pracodawców pukają zawsze, ale w czasie dużego bezrobocia są ich tysiące. Gdzie jest zatrudniony typowy pracujący biedny? Zwykle na najniższym stanowisku w sektorze usług. Bogactwem jest posiadanie stałej pracy, ubóstwem zaś, jej brak. Stereotyp ubogiego to bezrobotny leń, pijak, przegrany. Bezrobocie zwiększa ryzyko biedy. Wielu ludzi bardzo ciężko pracuje przez całe życie i pozostają na statusie ubogich. To nie są ludzie leniwi, opieszali czy niemądrzy. Postrzegam ich jako osoby uczciwe, ceniące sobie pracę i życie rodzinne.

„Ręka leniwa sprowadza ubóstwo, ręka zaś pilnych wzbogaca” (Prz 10,4). Niewątpliwie lenistwo uniemożliwia egzystencję. Ci, którzy nie chcą pracować, nie mają środków na godziwe życie. To jest zrozumiałe, że człowiek nie powinien spędzać czasu na przyjemnościach, choć i one są niezbędne do właściwego jego funkcjonowania. Życia nie można sprowadzić jedynie do pracy. Ważne są ambicje człowieka i to, aby one były zdrowe, czyli uporządkowane. Chodzi o właściwy umiar we wszystkim. Chore ambicje mogą prowadzić do niszczenia wspólnoty małżeńskiej i rodzinnej, braku troski o żonę i dzieci. Można stać się fanatykiem pracy, nie dostrzegając tego, że ktoś potrzebuje relacji ze mną.

Zdobycie pieniędzy jest ważne, lecz równie istotny jest czas dla rodziny, prowadzenie rozmów, zainteresowanie się tym czym inni żyją. Nie ma sprzeczności w tym, co jest napisane w Biblii: ''Nie zabiegaj o to, by stać się bogatym, i nie na to poświęcaj całej swej mądrości''. Mądrością jest umiejętny podział czasu na: pracę, odpoczynek i życie religijne, życie małżeńskie i rodzinne, relacje z sąsiadami i przyjaciółmi, realizowanie własnych zainteresowań, troska o rozwój życia kulturalnego rodziny, ruch na świeżym powietrzu.

U Mateusza czytamy: „Nikt nie może być sługą dwóch panów, bo albo będzie nienawidził pierwszego, a miłował drugiego, albo też wzgardzi drugim, a będzie wierny p[pierwszemu. Nie możecie być sługą i Boga, i pieniędzy” (Mt 6,24). Jezus pokazuje pieniądze, które mogą stać się bożkiem dla określonych osób. Dwóch panów nie może mieć wspólnego niewolnika. Ich interesy są zwykle różne, a niewolnik ma oddać wszystkie swoje siły na służbę swemu panu. Bóg domaga się od człowieka całkowitego oddania. Dlatego poważną przeszkodą są dobra doczesne, które stają się bożkami. Konkurują one z Bogiem o serce człowieka i często wygrywają, stając się sensem i celem ludzkiego życia. Człowiek często uzależnia się od dóbr materialnych. Nie można ustawiać obok siebie dwóch wartości jako najwyższych: Boga i dóbr doczesnych.

„Ponadto ci, którzy postawili sobie za cel wzbogacenie się, popadają w pokusę, dają się usidlić wielu głupawym i szkodliwym ambicjom, które pogrążają ich w zatraceniu i zgubie” (1 Tm 6,9). Umiłowanie pieniędzy, to uzależnienie się od nich. Kiedy stają się one celem, na dalszy plan schodzą rzeczywiste wartości ludzkiego życia, wartości istotne w życiu człowieka wierzącego. Celem człowieka może być jedynie zbawienie, nie zaś bogacenie się. Kiedy bogacenie staje się celem, człowiek zdąża ku zgubie wiecznej. Rzeczywiście, Biblia określa korzeniem wszelkiego zła, miłość do pieniędzy: „Bo miłość do pieniędzy to korzeń wszelkiego zła; z powodu tej pożądliwości niektórzy odeszli od wiary i aż do samego serca przeszyli się wszelkimi boleściami” (1 Tm 6,10). To nie jest tak, że dążenie do bogactwa jest równoznaczne z zejściem z drogi wiary. Apostoł przypomina o zagrożeniu. Jeśli człowiek uczyni z pieniędzy, z dążenia do bogacenia się, swojego bożka, wówczas może utracić wiarę. Nie można miłować pieniędzy i miłować Boga. Miłować pieniądze rozumiem, jako postawienie ich w centrum swojego życia. One stanowią płaszczyznę odniesienia do wszystkiego co w życiu robię, jak myślę i jakie decyzje podejmuję.

Bogaci nie są ludźmi złymi. Bogactwo i posiadanie pieniędzy jest dobrem. Złe jest niewłaściwe podejście do nich, do ich zdobywania. Człowiek pragnąc mieć wiele potrafi zniszczyć życie własne, osób najbliższych, a tym samym, stać się uzależnionym od pieniędzy. Chodzi w tym o to, aby posiadać pieniądze, nie zaś o to, aby pieniądze posiadły mnie. Każde uzależnienie się jest złe, destrukcyjne.

Biedni nie są na lepszej pozycji od ludzi bogatych. Bardzo często tym, co może niszczyć osoby biedne, jest zazdrość, zawiść, złe myśli o tych, którzy posiadają wiele przy równoczesnej podejrzliwości przechodzącej w pewność, że to, co mają, osiągnęli w sposób niemoralny. Jest to pomówienie, oszczerstwo, w którym nie dostrzegają swojej winy moralnej. Można być pięknym wewnętrznie człowiekiem, będąc bogatym i można być pięknym, będąc ubogim. To, co się liczy, to serce, co w nim się dokonuje w odniesieniu do dóbr materialnych. Stosunek do pieniędzy wpływa na stawanie się człowiekiem duchowy, lub prowadzi do bycia zmysłowym i cielesnym według słów św. Pawła.

Słowa Pawła należy traktować jako przestrogę do roztropnego używania pieniędzy. Apostoł przypomina, że nasze odniesienie do mamony powinno uwzględniać przede wszystkim cel ostateczny człowieka, jakim jest zbawienie i życie wieczne w Bogu. To jest oczywiste, że można równocześnie i powinno się dbać o dobra tak duchowe jak i materialne. Jedne i drugie nie wykluczają się w życiu człowieka wierzącego. Trzeba jednak pamiętać, że pieniądze są środkiem w naszym życiu, nie mogą zaś nigdy stać się celem samym w sobie. Kiedy Jezus mówi, że „jedno” jest ważne, ma na uwadze słuchanie Boga, życie Jego słowem. Znajdujemy odniesienie do tej prawdy w spotkaniu Jezusa z Marią i Martą.

Dobra luksusowe i drogie są również dla chrześcijan. Nie ma potrzeby rezygnowania z nich. Bóg powiedział: „Czyńcie sobie ziemię poddaną”. Nie powiedział natomiast, aby ziemia i jej dobra uczyniły człowieka poddanym, niewolnikiem. Nabywanie drogich aut gadżetów nie jest sprzeczne z nauką Jezusa Chrystusa. Nie ma niczego złego w kupowaniu drogich rzeczy. Dobre jest korzystanie z tego, co człowiek wytwarza. Rzeczy drogie, piękne są dla tych, którzy mogą je nabyć.

Krytyka „materialistów” odnosi się do tego, że niektórzy ludzie zdobywają pieniądze w sposób nieuczciwy. Prowadząc firmę zaniżają pensje pracownikom, równocześnie wiedząc, że ci nie zrezygnują z pracy, ponieważ nie ma jej na danym terenie. Stawki za godzinę są bardzo niskie, a praca bardzo ciężka. Właściciel firmy kupuje czwarte czy piąte mieszkanie dla swojej rodziny, natomiast pracownicy żyją w warunkach uwłaczających ludzkiej godności. Chodzi o niesprawiedliwość w nagradzaniu za pracę. Inny zarzut pod adresem tzw. materialistów odnosi się do ich braku troski o wychowanie dzieci. Prowadząc firmę należy poświęcać jej wiele czasu, chcą doprowadzić ją do większego rozwoju. Czas, jaki właściciel firmy poświęca na jej rozwój jest niewspółmierny do tego, jaki poświęca dla swojej żony i dzieci, które nie mają możliwości rozmawiania z ojcem, wejścia z nim w więź psychiczną emocjonalną, duchową. Jeśli te dwie rzeczywistości są traktowane w sposób wyważony, wszystko jest w porządku.

Krytyka materialistów łączy się niekiedy z ludzką chciwością, zazdrością i zawiścią. „Oni mają, ja nie posiadam”. Ten argument często jest źródłem nieuzasadnionej krytyki tych, którzy coś osiągnęli w sferze dóbr materialnych.

Jeśli nie zaniedbujemy rodziny, przyjaciół, znajomych. Jeśli pamiętamy o ubogich i potrzebujących. Jeśli uczestniczymy w życiu Kościoła, w sakramentach świętych, jesteśmy na dobrej drodze do Królestwa Bożego.

Kiedy używamy pięknych samochodów, korzystamy z drogich kosmetyków, odczuwając w tym przyjemność, mamy do tego prawo. Przyjemność jest dobra, z punktu wiary chrześcijańskiej. I znowu to, że przyjemność nie jest celem samym w sobie, lecz środkiem do realizacji celu. Mamy prawo ubrać się w to, co lubimy, co nam odpowiada. Mamy prawo korzystać z kosmetyków, które poprawiają nastrój, czujemy się świeżo. Warto pamiętać o i tym, że zawsze będzie ktoś, kto w sposób nieuzasadniony krytykuje tych, którzy posiadają. Nie należy przeżywać tych oskarżeń, zarzutów w kategoriach winy. Problem często jest w tym, który nie wie, co mówi i dlaczego.

Ks. Józef Pierzchalski SAC