Największe bogactwo

Wielu ludzi odeszło od nas, ponieważ nie potrafiliśmy ich kochać. Niejeden z nich przez naszą nieumiejętność utwierdził się w najgorszych przekonaniach na własny temat. Zasialiśmy ból przez naszą nieporadność.

Błędy, jakie popełniamy w miłości, ranią innych, a ich cierpienie kładzie się cieniem smutku na naszych sercach.

Błogosławieństwa Pana Jezusa są hymnem o miłości. To pieśń o szczęśliwym życiu. Jedynie wówczas, gdy zaczynamy śpiewać ten hymn, wkraczamy w strumień błogosławieństw. To najbardziej przejmujące doświadczenie, kiedy widzimy, że drugi człowiek może stawać się piękniejszy dzięki miłości, jaką go obdarzamy, dzieląc się darowanym nam życiem.

Źródłem naszej nieumiejętności obdarowywania innych jest fakt, że nie potrafimy kochać samych siebie. Błogosławieństwa wskazują drogi, na których obie miłości mogą wracać do zdrowia i nabierać mocy.

Osiem słów, w jakich powinna wypowiadać się miłość dorastająca do Boskiej miary. Posłuchajmy ich. 

MIŁOŚĆ WYRZEKA SIĘ POSIADANIA

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie

Nie jesteś mną – ty, którego kocham. Jesteś kimś odrębnym, nie posiadam cię – żyjesz swoim życiem. Jesteś tajemnicą, której nie znasz nawet ty sam. Mam skłonność, żeby uczynić cię więźniem moich myśli: przywiązuję się do interpretacji twoich czynów, komponuję z nich twój obraz. Ulegam złudzeniu, że rozumiem cię lepiej niż ty sam siebie i chcę układać ci życie. Napakowałem swoją głowę odkryciami na twój temat – i to moje nieszczęsne bogactwo staje się ważniejsze niż twój ból, potrzeby i ograniczenia.

Robię to wszystko, bo i siebie samego traktuję w podobny sposób. Pozwalam się nieść poczuciu winy wobec moich błędów i na oślep robię dziesiątki postanowień. Nie umiem posłuchać własnych pragnień, przeżyć mojego cierpienia. Chcę kontrolować wszystko, co jest we mnie – wtłoczyć się w bogatą idealną formę. Chcę posiadać siebie na własność zamiast żyć. Wizje świętości stały się moim bogactwem, a straciłem siebie, jakim jestem naprawdę. Nie kocham siebie i nie kocham ciebie, mając serce zajęte myślami.

Wypuszczając z rąk te wątpliwe skarby otwieram się na Królestwo wrażliwości. Otwieram drzwi serca, uczę się ciekawości i zachwytu nad pięknem i bogactwem życia. Uczę się poznawać samego siebie. Wyrzekam się posiadania, chcę słuchać tajemnicy, którą jesteś. Tak bardzo potrzebuję pokory.

MIŁOŚĆ UMIE PŁAKAĆ

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni

Jakie to smutne: miłość tak nieporadna, zagubiona, tak bardzo przetrącona. Pełna dobrych chęci i wciąż błądząca. Nie umiem kochać, ale jak miałem się tego nauczyć?! Kochany ułomną miłością innych mam serce, które bije nierównym rytmem. Gubię się w moich pragnieniach. Dociera do mnie prawda o moim zranionym sercu. Jestem temu winien i nie jestem winien.

Chcę nauczyć się płakać. Stwardniała ziemia niepowodzeń w miłości do siebie i innych potrzebuje takiej właśnie rosy. Nie chcę udawać twardziela, zamykać się w nieczułości, obwiniać siebie lub pielęgnować żal do innych. Niech popłyną łzy smutku nad pogubioną miłością. Niech obietnica miłości, którą wciąż śpiewa moje serce, usunie cień niewiary w to, że jest to możliwe.

MIŁOŚĆ NIE UCIEKA SIĘ DO PRZEMOCY

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię

Pragnę jedności i bliskości z tobą. Boleśnie odczuwam dystans, który nas dzieli. Kiedy milczysz i nie umiesz mi mówić o sobie, podejrzewam Cię o niechęć. Chciałbym więcej Twojego czasu, słów, bezpośredniości. Twoje tajemnice odczuwam jako raniącą mnie niedostępność. Nie umiem uszanować wrażliwości, która do bliskości dojrzewa w innym niż moje tempie. Brak mi cierpliwości i dlatego niekiedy sięgam po manipulacje, chcąc włamać się do twojego wnętrza.

Będę uczył się czekać na naszą jedność i będę jej pragnął. Daję Ci czas, aby to spotkanie dokonywało się w wolności i prawdzie. Chcę ufać, że nasze światy zbliżają się do siebie. Wyrzekam się prób manipulacji i przemocy. Proszę o dar twojej bliskości.

MIŁOŚĆ WPROWADZA ŁAD

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni

Potrzebujesz i szukasz mojej pomocy w niełatwym zadaniu pracy nad sobą. Rozdrażnienie wobec twoich ograniczeń i wad jest krzyżem dla wysiłków, które podejmujesz. Wystarczająco już rozbija cię chaos, jaki w sobie odkrywasz. Moje kąśliwe uwagi, niecierpliwość nie pomagają ci w szukaniu dróg wyjścia i walki ze sobą.

Nie nauczyłem się we własnym życiu uczciwości w nazywaniu moich problemów. Nie poczułem jeszcze, ile kosztuje wysiłek porządkowania własnych spraw. Dlatego nie umiem służyć tobie mądrym wsparciem.

Chcę stawać się dojrzalszy i silniejszy w dobru, aby umacniać twoją nadzieję. Będę przypominał ci o twoich najpiękniejszych pragnieniach i wierzył, że zdołasz za nimi podążać. Nie pozwolę, by ogarnęło mnie poczucie rezygnacji. Będę wierzył, że dobro, które jest w tobie, pokona wszelki chaos i ciemność.

MIŁOŚĆ PODNOSI

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią

Twoje upadki budzą mój lęk, że się nie wyrwiesz z uwikłań, powtarzających się grzechów. Z czasem twoje ciągłe nawroty znieczulają mnie i popadam w cynizm. Potrafię być surowym sędzią w chorym poczuciu, że to cię otrzeźwi. Kiedy prosisz o przebaczenie, nie umiem cię przytulić.

Sam sobie nie wybaczam i czuje się uczciwszy mieszkając w mroku śmierci; w więzieniu poczucia winy.

Nie będę ukrywał bólu, gdy krzywdzisz siebie i innych. Postaram się jednak, byś miał pewność, że nie jesteś sam w cierpieniu twego upadku. Nie będę się gorszył twoimi grzechami. Zrobię wszystko, by zrozumieć i przebaczyć, gdy mnie zranisz.

Przestanę dokopywać samemu sobie za popełnione błędy. Chcę uczyć się skruchy, która jest gotowością nawrócenia i przemiany. Miłosierdzie broni przed rozpaczą.

MIŁOŚĆ JEST TRZEŹWA

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą

Staje się ślepy ilekroć ponoszą mnie fale przeróżnych namiętności. Gdy mój niepokój, lęk i znużenie zagłuszam silnymi doznaniami, one okradają mnie z wrażliwości. Tracę wtedy z oczu siebie samego; twoje życie również zaczyna być tak mało znaczące. Spoglądam na świat zamglonym wzrokiem. Przygasa moja zdolność oceny własnych intencji, robię się nieczuły na twoje problemy i potrzeby. Staje się niedostępny dla samego siebie i dla twojej miłości.

Chcę widzieć, co się ze mną dzieje. Doświadczyłem już, jak bardzo upojenie zmysłów okrada z wolności i jasności spojrzenia. Zbyt cenne jest moje życie i za bardzo cię kocham, by zatracać się w amoku namiętności. Nie pozwolę iluzji na pozbawienie mnie zdolności odczuwania: ofiarowanego i przyjmowanego daru.

MIŁOŚĆ WNOSI POKÓJ

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwami synami Bożymi

Czasami patrzę na świat jak na pole walki. Obserwuję i ekscytuję się gierkami „małych ludzi”. Wyłapuję słabość, niedojrzałość i opowiadam o nich. Karmię się sensacjami i fascynuje mnie brzydota. Powiększa się krąg osób, którym nie ufam. Układam strategie kontaktów z nimi. Pogłębiam podziały, zabijam naturalność ludzkich odruchów, staję się niespokojny. Moją chorą wizją zarażam twoje uczucia i myśli, mając ambicję leczenia cię z naiwności.

Na ile to ode mnie zależy nie będę siewcą nieufności; prędzej, czy później uderzy ona w naszą miłość. Przestaję bawić się w węszenie, zwalniam z pracy tropiciela zła, który zdominował mój obraz świata. Tak wiele jest do zbudowania między nami. Nasze spotkanie jest zbyt ważne, by zaśmiecać je sensacjami i plotkami. Tyle pokoju kryje się w ciszy, która nas ogarnia, gdy jesteśmy na siebie uważni.

MIŁOŚĆ JEST WYTRWAŁA

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości

Nic tak nie boli, jak zakwestionowanie naszej miłości. W moim i twoim sercu drzemie lęk, że nie kochamy się naprawdę; że kierują nami pokrętne lub nieświadome motywacje. Zbyt dobrze zdajemy sobie sprawę ze złożoności naszych intencji, aby zarzut o brak autentyczności pozostał bez echa. Nie umiemy się bronić, rani nas własna podejrzliwość wzmocniona przez innych.

Przygarniam mój lęk i bezradność. Nie pozwolę jednak, by raniące zarzuty zabiły moją miłość. Jestem gotów na jej oczyszczenie i ufam, że pragniesz tego samego. Jeśli dzielimy tę gotowość i oparła się ona już niejednej próbie – nie rozdzieli nas ucisk.

 

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno;
wtedy zaś zobaczymy twarzą w twarz...

W niebie nauczymy się miłości na dobre. Póki co, już teraz gromadźmy sobie skarby w niebie.

Wojciech Jędrzejewski OP