WOJCIECH JĘDRZEJEWSKI OP

Amor i amok

I dam wam serce nowe
i ducha nowego tchnę do waszego wnętrza,
odbiorę wam serce kamienne,
a dam wam serce z ciała

Ez 36,26

 

Intensywność miłości

Pragnieniem Boga jest obudzić naszą wrażliwość, która otwiera serce na miłość. Obraz cielesnego serca z księgi Ezechiela niesie obietnicę stania się bardziej ludzkim. Miłość jest innym imieniem mądrości. Najgłębszą prawdę o sobie, świecie i Bogu pojąć można jedynie sercem kochającym. Obiecanym przez Boga skarbem jest właśnie wrażliwe serce, zdolne przyjmować, chłonąć, nasycać się i pulsować prawdziwą mądrością, której cechy wymienia Pismo:

Jest bowiem w niej duch rozumny, święty, jedyny, wieloraki, subtelny, rączy, przenikliwy, nieskalany, jasny, niecierpiętliwy, miłujący dobro, bystry, niepowstrzymany, dobroczynny, ludzki, trwały, niezawodny, beztroski, wszechmogący i wszystkowidzący, przenikający wszelkie duchy rozumne, czyste i najsubtelniejsze. Mądrość bowiem jest ruchliwsza od wszelkiego ruchu i przez wszystko przechodzi, i przenika dzięki swej czystości. Jest bowiem tchnieniem mocy Bożej i przeczystym wypływem chwały Wszechmocnego, dlatego nic skażonego do niej nie przylgnie. Jest odblaskiem wieczystej światłości, zwierciadłem bez skazy działania Boga, obrazem Jego dobroci. Jedna jest, a wszystko może, pozostając sobą, wszystko odnawia, a przez pokolenia zstępując w dusze święte, wzbudza przyjaciół Bożych i proroków (Mdr 7, 22-27).

Tylko w ludzkim, to znaczy głęboko uczłowieczonym, spulchnionym miłością sercu wzrastać może Boża mądrość. Nieczułość czyni nas głupcami, nawet gdybyśmy mieli głowy napakowane wiedzą, zawartą we wszelkich mądrościowych księgach świata: Bo choćbym miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice i posiadał wszelką wiedzę, a miłości bym nie miał, byłbym niczym (1 Kor 13, 2).

Wrażliwe serce otwiera nas na piękno i bogactwo całej Bosko – ludzkiej rzeczywistości. Jest jak dobrze nastrojony, znakomity instrument. Struny poruszane przez dotyk Boga, objawiającego się we wszystkim, brzmią muzyką wszechświata. Harmonia mundi może dźwięczeć w ludzkim, wrażliwym sercu.

W każdym człowieku mieszka głębokie pragnienie intensywności doznawania własnego istnienia. Własnej egzystencji, która zdolna jest miłośnie współgrać z innymi istotami tej ziemi, a przez nie z samym Stwórcą. Człowiek chce czuć, że żyje! Smakować, słyszeć, widzieć – uczestniczyć w tej nieogarnionej, wielobarwnej tajemnicy Boga, objawiającego się przez swe dzieła. Do tego nas powołał, wzywając z nicości do nadmiaru własnego, udzielającego się życia.

Pośrodku całego Piękna i życia Wszechświata bije Jego serce. W jego rytmie kwitną i pachną kwiaty, śpiewa wiatr w gałęziach drzew, współbrzmiąc z chórami ptaków. W rytmie Jego serca płynie woda w strumieniu i krew w naszych żyłach. Dojrzewa zboże i rodzą się marzenia. Pulsuje życie, wciąż na nowo przekazywane, i rodzi się myśl. Wiosna przezwycięża chłód zimy, a ludzka wolność opowiada się za życiem, pokonując wołanie śmierci. Deszcz zwilża ziemię, a ludzka miłość wydaje plon jedności i zespolenia.

Życie w amoku

Tego wszystkiego nie może doświadczać serce z kamienia, które pozostaje zamknięte na miłość. Kamienny chłód, gdy ma już siebie dosyć, może co najwyżej znaleźć namiastkę życia w amoku: stać się rozgrzanym kamieniem. Rozgrzanym nieraz aż do czerwoności najprzeróżniejszych żądz. Oto zastępcza forma poczucia intensywności istnienia: amok władzy, wojny, zdobywania, podbojów (terytorialnych, lub „miłosnych”), odwetu, podporządkowania, prestiżu, seksu, mamony, chorej ambicji.

Rozgrzany głaz toczy się z niepowstrzymaną siłą. Tratując, niszcząc, zmiatając, co tylko napotka na swojej drodze. W tym gwałtownym pędzie zamiera jednak życie i zdolność kontemplacji. Jej miejsce zajmuje obsesyjne wpatrywanie się w jeden punkt – to, co do zdobycia. I to za wszelka cenę.

Rozgrzany kamień parzy, gdy się go dotknie. Ludzie nieczuli, ogarnięci namiętnością budzą lęk, choć mogą fascynować. Pociągnięci ich aurą możemy jednak doznać bolesnych poparzeń.

Nawet, gdy przez jakiś czas taki kamień daje ciepło, to i tak skazany jest na wystygnięcie. Gorąca lawa zamienia się w bezkształtne skamieliny. Taki jest kres zastępczej formy intensywności życia, jaki obiecuje stan amoku.

Przez dzieje ludzkości przetaczają się wciąż mniejsze lub większe rozgrzane kamienie. Pustoszą one całe cywilizacje, kulturę. Niszczą relacje, związki małżeńskie, zasypują innych w kamiennych jaskiniach niewiary w miłość.

Ileż to razy my sami zamienialiśmy miłość na amok, budząc się potem jak ze snu na gruzowisku własnego serca i pośród ruin.

Takie doświadczenia budzą przebłyski mądrości, która zbyt często nie znajduje szlaku, aby z głowy przedostać się do serca. W myśl przysłowia – spadająca kropla drąży skałę – moglibyśmy, co prawda, mieć nadzieję, że krople mądrości spadając z głowy na skamieniałe serce, z czasem wydrążą w nim jakieś wnętrze. I dzieje się faktycznie tak, że z czasem, nabierając doświadczeń, otwierają się nam oczy na własną głupotę, uczymy się pokory i „miękniemy”. Nie jest to proces nieuchronny. Jeden z kaznodziejów powiedział kiedyś, że największą plagą Izraela byli głupi starcy. Wiek niekoniecznie okazuje się sprzymierzeńcem w stawaniu się wrażliwym i mądrym.

Bóg objawia się nam jako sprzymierzeniec i miłośnik człowieka. Nie jesteśmy pozostawieni w niepewnych ramionach czasu, który – upływając – może rodzić mądrość i większą wrażliwość. On sam bierze nas w objęcia swojej miłości, aby dokonywać operacji „przeszczepu” serca.

Przeszczep serca

Najpierw musi nastąpić skuszenie kamienia. Contritio cordis – jak mawiali ojcowie pustyni. Czym jest owa skrucha serca? To ból, który rozsadza od wewnątrz skorupę nieczułości. Cierpienie – ten nadmiar osamotnienia w dławiącym sąsiedztwie naszych wad: pychy, egoizmu, tchórzostwa, okrucieństwa, zmysłowości, zaślepienia. Ów ból może się zrodzić jedynie w obliczu Pełni Życia, która nas woła i zaprasza. Głos tej Pełni, głos Miłości musi zabrzmieć na tyle mocno i wyraziście, że przebije się przez grube mury. Tylko czując zapach wiosny, możemy zdać sobie sprawę, w jakiej stęchliźnie tkwimy już zbyt długo. Wobec poczucia wyroku skazującego na tkwienie w ciemnościach, musi zabrzmieć głos Dobrej Wieści: Wyjdź na wolność! Możesz żyć naprawdę!

Dlatego chrześcijanie zatytułowali opowieść o swym Panu „Dobra Nowina”. Otóż właśnie w Nim, w Jezusie z Nazaretu, Bóg przemówił potężnym głosem. I tak jak Izrael krążył wokół Jerycha, aż runęły Jego mury, tak Syn Człowieczy obchodził wsie i miejscowości nauczając i głosząc Dobrą Nowinę o Królestwie Bożym; obchodził Judeę, a na Jego głos padały mury. Ludzie żyjący przez wiele lat w zamknięciu własnego grzechu, w nienawiści, lęku, żądzy, osamotnieniu, pogardzie, skarlali w swych jaskiniach, wychodzili na wolność. Pękały skorupy więżące ich serca. Kruszyły się serca z kamienia. Płynęły łzy skruchy, rozluźniały się zaciśnięte pieści, a rodziło się pojednanie i zadośćuczynienie za popełnione krzywdy.

Serce Boga, które bije pośrodku Wszechświata – objawiło się. Stało się bliskie, dotykalne, na wyciągnięcie ręki. W Słowie, które stało się ciałem i zamieszkało między nami. Zamieszkało nieodwołalnie, na zawsze: Ja jestem z wami aż do skończenia świata.

Na wołanie Miłości wielu pozostało głuchymi. Serca kamienne, nieskore do skruchy śmiertelnie przysypały Najpiękniejszego z Synów ludzkich. Ale miłość jest silniejsza niż śmierć, co zapowiadała Pieśń nad pieśniami. Pokonując mroki śmierci z jeszcze większą mocą Miłość Zmartwychwstała, już po krańce świata, woła po imieniu tych, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają. Pulsuje w słowach Dobrej Nowiny, głoszonej przez Kościół, promienieje w sakramentach – znakach Jego zbawczej, wyzwalającej Obecności.

Proroctwo Ezechiela zwiastowało, że w sercu z ciała Bóg wypisze swoje prawo. Już nie na kamiennych tablicach, nie na zewnątrz, ale w głębi jestestwa.

Wrażliwość, jaką Bóg przywraca człowiekowi, zapala w nim pragnienie, by kochać w pełni prawości. By bezprawie i chaos egoizmu ustąpił miejsca miłości, która cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą; nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego; nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą. Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma i nigdy nie ustaje (1 Kor 13, 4-8).

Nowe serce, to serce z Ciała, którego Głową jest Chrystus. Dopiero zanurzeni w Chrystusie – Boskiej miłości, która wszystko prowadzi ku życiu i jedności – możemy już nie jak niewolnicy, ale synowie – pragnąć wypełnienia się woli Ojca dla dobra wszystkich.

Serce Jezusa, jednocząc nas ze sobą, pulsując w nas, pozwala mieć udział w Jego wrażliwości: zdolności współodczuwania, miłości, oddaniu, podatności na zranienie. Serce jednak, które swą obecnością namaszcza Duch Jezusa, nawet gdy cierpi, to nie poddaje się rozpaczy. Nadzieja, która chroni nas w największym nawet bólu zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany.

 

W sercu Jezusa, dzieląc przez darowaną nam łaskę usynowienia Jego miłość, staje się jasne, że wszelki amok jest oddaleniem od prawdziwego życia. Żyjąc miłością przestajemy pragnąć amoku. Żyjąc w świetle – coraz mniej przestaje pociągać nas ciemność.

Wojciech Jędrzejewski OP