Pobożność, która odebrała myślenie

Boże Ojcze, ponieważ jako ludzie nie mamy pojęcia, ile piękna w nas dostrzegasz, tak samo, jak nie mamy pojęcia, jaką brzydotę czyni w nas przewrotność i grzech, proszę Cię, zmiłuj się nad nami wszystkimi. Daj nam w swoim Synu, który do nas przemawia, słyszeć głos wzywający do refleksji i nawrócenia. Mocą Ducha Świętego wypal tych spośród nas, którym ani na myśl nie przychodzi, żeby przejąć się Twoim słowem w tej chwili, a także  tych, którzy bardzo chcieliby doświadczyć Cię jako Boga żywego. Zmiłuj się nad nami wszystkimi. Zmiłuj się nade mną, aby Twój Święty Duch mógł w nas działać, byśmy naszym życiem śpiewali Alleluja!

Trzy myśli z dzisiejszego Bożego słowa.

Pierwsza to niesamowita inteligencja sytuacyjna Chrystusa. Jezus w swojej nauce –poza wszelką wątpliwością – myśli. Nie tworzy ze swoich wyznawców bezmyślnej masy, tylko myśli. Jeśli ktoś jest wyznawcą Chrystusa – myśli nad swoim życiem. Do tych myśli uzdalnia Duch Święty.

Druga z prawd to niesamowity akcent Bożego słowa na to, że Bóg jest Panem historii. Panami historii nie są ani władcy, ani układy polityczno – gospodarcze, ani ślepy los. Panem historii jest tylko Bóg, suwerenny w swoich działaniach, niesamowicie pomysłowy i kontrowersyjny w prowadzeniu świata w jednoznacznym kierunku: do pełni zbawienia. Do wiecznego szczęścia. Do zwycięstwa.

Trzecia myśl to przełożenie na bardzo konkretne konsekwencje ewentualnego wyboru słów Boga do zastosowania dzisiaj przez Jego wyznawców. Podkreślam: ewentualnego, bo to nie jest oczywiste. Nie ma automatycznego przełożenia przyjścia do kościoła na życie tym, co w kościele usłyszę.

Pan Bóg jest suwerenem w swoim działaniu. Prorok Izajasz zauważa niesamowitą prawdę: oto naród izraelski, który przez własne widzimisię, przewrotność swojego serca, przyzwyczajony do tego, że ma proroków, którymi może sobie swobodnie dysponować, wybierać ich, odrzucać, przyjmować, słuchać, na własne życzenie jest uprowadzony do niewoli babilońskiej. Prorok ostatni, który to zapowiada, Jeremiasz, zostaje zlekceważony. Najprawdopodobniej ginie gdzieś na wygnaniu w Egipcie. Zapowiedział Izraelowi, że 70 lat będzie trwać czas na refleksję. Ile to trzeba, żeby zmieniła się mentalność ludzka... 70 lat. Okazało się, że przez 40 lat wędrówki przez pustynię wielu z tego czasu skorzystało, natomiast wielu nie skorzystało. Teraz będzie 70 lat.

Kiedy imperium babilońskie, zagarniające narody swoją potęgą, sięga Jerozolimy i uprowadza stamtąd Izraelitów na swoje terytoria, lud przez 70 lat zastanawia się, płacze, wzdycha. Dochodzi do niego, że Pana Boga się nie lekceważy. Że znaki Pana Boga się odczytuje i przyjmuje dlatego, że Bóg nie jest wrogiem ludzkiego szczęścia, a to, co daje szczęście w ujęciu ludzkim, jest po prostu zwodnicze.

Nagle okazuje się, że pojawia się perski król, Cyrus, poganin, niemający z Bogiem Izraela nic wspólnego – tak przynajmniej twierdził on sam. Ale nim właśnie posługuje się Bóg, żeby Izraelitów obdarzyć wolnością, znów wprowadzić do ich ziemi, by mogli odbudować to, co zostało zniszczone. Niesamowite: Bóg posłużył się poganinem, człowiekiem absolutnie niemającym nic wspólnego z wiarą. Słyszymy w proroctwie Izajasza, że Bóg ośmiela się go nazywać tytułem pomazańca, namaszczonego. W Izraelu określano tak tylko ludzi całkowicie oddanych Bogu. I nagle pojawia się poganin. Z tego wniosek, że Pan Bóg często w sytuacji, gdy pobożność odbiera ludziom rozum – bo tak może być, chora pobożność może odebrać ludziom rozum – powołuje w historii kogoś, kto z wiarą nie ma nic wspólnego, aby przez niego przemawiać do pobożnych.

Tak było w pierwszych wiekach, kiedy Kościół był silnie prześladowany, nękany, atakowany. Jeden z biskupów, Cyprian, w pewnym momencie odstąpił od bardzo łatwej reakcji na prześladowania – od wielkiego oburzenia, ataku, wyzwisk pod adresem tych, którzy atakują Kościół – i w głębokiej refleksji powiedział do wyznawców Chrystusa: Zastanówmy się, co Bóg chce nam powiedzieć przez te wydarzenia.

Izraelici też się zastanawiają. Cyrus nie ma pojęcia, że jest sługą w rękach Boga. Przypaszę ci broń (Cyrusie), chociaż Mnie nie znałeś, aby wiedziano od wschodu słońca aż do zachodu, że beze Mnie nie ma niczego. Ja jestem Pan i nie ma innego.  Ja jestem Pan i nie ma innego. Z powodu sługi mego Jakuba, Izraela, mojego wybrańca, nazwałem ciebie twoim imieniem, pełnym zaszczytu, chociaż Mnie nie znałeś, Cyrusie, chociaż nie miałeś bladego pojęcia, że jesteś narzędziem w rękach Boga. Chociaż naokoło mogło się wydawać, że Bóg posłuży się wszystkimi, ale nie poganinem!

Przełóżmy to na nasze reakcje: Przez wszystkich Bóg do mnie przemówi, ale nie przez tę sąsiadkę, która się na mnie gniewa! Nie przez tego krewnego w rodzinie, z którym nie mogę dojść do porozumienia! Nie przez niego! Bóg przez wszystkich przemówi, ale nie przez niego! Przemówi do mnie prywatnie na modlitwie, w czasie Mszy Świętej, ale nie przez człowieka, po którym ja nie spodziewam się, że Bóg może do mnie przez niego przemówić. A Bóg przemawia. Bezczelne. Ale Pismo Święte mówi: Wobec przebiegłego jesteś przebiegły. Nie: oko za oko, ząb za ząb, bo jak mówił mleczarz Tewie w Skrzypku na dachu: Jakbyśmy stosowali taką zasadę, nikt nie miałby zębów i oczu. Nie w ten sposób. Bóg próbuje dotrzeć do przewrotnego serca, ukazując i demaskując jego przewrotność. Jakiej wrażliwości potrzeba nam wszystkim!

Warto zatem zrobić sobie spis osób, przez które nie spodziewamy się, że Bóg do nas przemawia, i spróbować na nie spojrzeć troszeczkę inaczej: w świetle Bożego słowa. Myślę o tych spośród nas, którzy ewentualnie podejmą decyzję, żeby przemyśleć to Boże słowo na konkretach swojego życia.

Ja jestem Pan i nie ma innego. Psalmista w innym miejscu powie: Pomoc nie przychodzi z zachodu czy z wschodu. Pomoc może przyjść od Pana. A jak pomoc może przyjść od Pana w narodzie, w imperium, na którego czele stoi pogański Cyrus? Izraelici mają robić to, co do nich należy: spełniać i przyjmować życie w świetle Bożego słowa, będąc pod panowaniem pogańskiego władcy. Da się? – Da się. Można? – Można.

Jezus, wchodząc w tę logikę Bożego działania, również ubogaca ją przez inteligentny, sprytny, niesamowicie trafny w swojej precyzji tok myślenia. A staje wobec rzeczywiście wielkiego ataku, bo to już któraś niedziela, jak słyszymy, że Jezus bardzo mocno, zdecydowanie, demaskuje obłudę. Mówi pobożnym Izraelitom: Zapomnijcie o swojej pobożności, bo ona jest chora. Na waszych oczach zostaje wam zabrane to, co uważacie za świętość, bo  w przewrotności swojej nie zauważacie, że straciliście kontakt z żywym Bogiem. Nakładacie na ludzi ciężary nie do udźwignięcia, a sami palcem nie kiwniecie i jeszcze uważacie się za sprawiedliwych. Czekacie, żeby was pozdrawiano, chwalono, i oburzacie się, gdy wam ktoś uwagę zwraca.

Ciąg przypowieści, przez które Jezus budzi myślenie faryzeuszów, nie mógł się skończyć inaczej, jak tylko niesamowitym sojuszem, układem dwóch obozów. Pierwszy obóz to faryzeusze, a drugi – nienawidzący ich – zwolennicy Heroda. To ludzie opłacani, będący na usługach okupanta, współpracujący z Rzymem. Nagle okazuje się, że ci, którzy się nienawidzą, dogadują się, a ich wspólnym mianownikiem jest atak na Jezusa. Posłali więc do Niego swych uczniów razem ze zwolennikami Heroda, aby Mu powiedzieli: „Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i drogi Bożej w prawdzie nauczasz”. Ble-ble-ble-ble... Skąd my to znamy? – Z sytuacji, kiedy ktoś nam zaczyna mydlić oczy. Albo jak my zaczynamy komuś mydlić oczy. Ble-ble-ble-ble... Nieraz – mówiąc pół-żartem, pół-serio – uczniowie gimnazjum czy liceum mogliby robić habilitację z mydlenia oczu, kiedy na początku lekcji zaczynają czarować nauczyciela, żeby tylko nie pytał. To oczywiście lżejsza wersja. Ale są znacznie gorsze.

I tu pojawia się najpoważniejszy zarzut. Faryzeusze i zwolennicy Heroda wykorzystują prawdę, bo rzeczywiście tak jest: Jezus nie patrzy na opinię ludzką. Mówi wprost, bo to daje wzrost. Tymczasem oni dotykają delikatnej sprawy, która musi budzić ogromne emocje i do dziś budzi ogromne emocje: sprawy płacenie podatków. Możemy sobie tylko wyobrazić, jak okupant zwykł żyłować ludzi, na terenie których założył swoje imperium. Możemy sobie też wyobrazić, jakie nastroje panowały wśród ludu.

Faryzeusze oraz zwolennicy Heroda wystawiają Jezusa na próbę. Każda odpowiedź, której mogliby się spodziewać, nie szła po linii odpowiedzi Jezusa. Szkoda, że nie ma w dzisiejszej lekcji słowa Bożego jeszcze jednego zdania – wersetu 22 – bo po odpowiedzi Jezus oni zmieszali się i zostawiwszy Go, odeszli. Po prostu zaskoczył ich. Ale zaskoczył ich tak, że nie podjęli refleksji, tylko poczuli się zaatakowani i szukali następnych sposobów, by Go oskarżyć. Zaraz przyjdą następni, saduceusze. Za tydzień przeczytamy o ich ataku na Jezusa.

Być może znane jest nam to z życia, kiedy wreszcie zdobędziemy się na odwagę, by komuś – na przykład ze swoich bliskich – powiedzieć bardzo wyraźnie prawdę, z wielką miłością i stanowczością. Pan Jezus nie ubiera tego w dyplomatyczne słowa. Jezus przejrzał ich przewrotność i rzekł: „Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy?” Przewrotność to nie jest zabieg PR-owski. To bardzo zdecydowany, przemyślany, kłamliwy, wewnętrznie zepsuty człowiek. Czemu Mnie wystawiacie na próbę, obłudnicy? Okazujecie uczucia, których nie przeżywacie albo przeżywacie uczucia, których nie macie. Nie jesteście zatroskani o to, co najważniejsze.

Być może mamy na koncie takie doświadczenia, a jeśli nie mamy, to trzeba się nastawić, że jako wyznawcy Chrystusa powinniśmy takie mieć, że jeżeli jednoznacznie opowiadamy się po stronie Chrystusa, natychmiast pojawią się przeciwności. Jeśli się nie pojawiają, pytajmy się o jakość naszego naśladowania Chrystusa. Być może naśladujemy kogoś innego – powiedzmy to sobie uczciwie – jeżeli nie mamy wyrazu, jeżeli robimy z chrześcijaństwa ciepłe kluchy... To nie jest zarzut. To jest pytanie. Pytanie do was, drogie siostry i bracia, i pytanie do mnie, jako księdza. Jeżeli z chrześcijaństwa robimy ciepłe kluchy, to nie wiadomo, co to w ogóle jest. Co to za człowiek? Co to za twór? Niby chodzi do kościoła, ale jak to się przekłada na konkretne relacje?   

Pojawiają się przeciwności. Chrześcijanin to człowiek, który uwzględnia, że są przeciwności i nie tylko mówi prawdę, ale i ponosi jej konsekwencje. Nie dziwi się: Jak to? Opowiedziałem się po stronie Pana Jezusa i wszystko na głowę mi się wali?! Oczywiście! Jeżeli mówimy o prawdziwym zastosowaniu Ewangelii w życiu, we wczoraj czytanym fragmencie Ewangelii Jezus mówi: Nie dziwcie się, że będą przeciwności. Pamiętajcie, że w owej godzinie, kiedy się pojawią, Duch Święty przyjdzie wam z pomocą. Przyjdzie, jeśli jesteście wierni Ewangelii.

Jezus przejrzał przewrotność i jednoznacznie podkreśla prawdę, od której zaczęliśmy te rozważania – że Bóg jest suwerenny. Że cezar, któremu w porządku ziemskim rzeczywiście należy się posłuszeństwo, też zapłaci Bogu podatek ze swojego życia. Ze swoich rządów. Ostatecznie do jednego wróci. Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga. Do jednego wróci. Jeden jest tylko Pan. Tam, gdzie następuje sojusz ołtarza z tronem, ołtarza przegra. Nie ma sojuszu ołtarza z tronem – tak mówi Jezus. Sprawdzone.

Jezus mówi o porządku ziemskim i stwierdza, że tam, gdzie nie traktuje się władzy, jako bóstwa, wszystko jest w porządku. Chrześcijanie w pierwszej kolejności odpowiedzialni są za porządek ziemski. Przez swoją obecność w różnych procedurach demokratycznych mają tak tworzyć ten ziemski porządek, żeby otwierał na porządek Boży. Ale nie mają robić z ziemi nieba. Ziemia ma być przemieniona przez porządek niebieski mocą Boga, a nie człowieka.

Odpowiedź Jezusa jest niebywale precyzyjna i szalenie jasna: te dwa porządki w gruncie rzeczy w finalnej wersji i tak wrócą do Boga, który jest Panem i Zbawicielem.

Trzecia prawda, już wspomniana, mówi o opowiadaniu się po stronie Boga w bardzo konkretnych decyzjach i wyborach, w określonych postawach w pierwszej, malutkiej ojczyźnie, którą Kościół nazywa Kościołem Domowym, czyli w rodzinie, w relacjach między bliskimi w domu. To jest pierwsza ojczyzna. To jest pierwszy patriotyzm. To jest pierwszy porządek ziemski po to, by tym świadectwem swojego życia oddziaływać na innych.

Dziękujmy Bogu za to, że do nas przemawia i prośmy, byśmy także my przemówili do Niego pod wpływem refleksji nad tym słowem, pytając się o nasze porządki w relacjach domowych, w relacjach do społeczności, jaką tworzymy w naszym kraju, i w relacjach do Pana Boga. Pytajmy o jakość naszej pobożności, żeby nie wpaść w dwie skrajności. Pierwsza to pobożność, która odbiera rozum, a druga to rozum, który zżera pobożność.

Myślenie w wierze jest nieodzowne, aby spotkać Boga.

Ksiądz Leszek Starczewski