Noc rozjaśniona światłem Chrystusa

Są dowody na zmartwychwstanie Chrystusa       Zmartwychwstanie ciała      zmartwychwstanie ciała 2
 

1. «Noc ta winna być czuwaniem na cześć Pana dla wszystkich Izraelitów po wszystkie pokolenia» (Wj 12, 42).

W tę świętą noc obchodzimy Wigilię Paschalną, najważniejszą spośród wszystkich wigilii roku liturgicznego czy wręcz ich «matkę». Tej to nocy, o czym wielokrotnie wspomina hymn Exsultet, przebywamy drogę ludzkości od stworzenia aż po wydarzenie, które wieńczy dzieje zbawienia, czyli śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa.

Światło tego, który «zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli» (1 Kor 15, 20), sprawia, że «noc jak dzień jaśnieje» (por. Ps 139 [138], 12), ta pamiętna noc, którą słusznie uważa się za «serce» roku liturgicznego. Tej nocy cały Kościół czuwa i rozważa kolejne etapy zbawczego dzieła Boga we wszechświecie.

2. «Noc ta winna być czuwaniem na cześć Pana». Uroczystość Wigilii Paschalnej, wyróżniająca się bogactwem symboli i wspaniałych czytań biblijnych, ma podwójne znaczenie. Z jednej strony jest ona modlitewnym wspominaniem mirabilia Dei, które dokonuje poprzez lekturę najważniejszych fragmentów Pisma Świętego od opisu stworzenia świata przez ofiarę Izaaka i przejście przez Morze Czerwone aż po obietnicę nowego Przymierza. Z drugiej strony, to sugestywne czuwanie jest ufnym oczekiwaniem na pełne wypełnienie pradawnych obietnic. Kulminacyjnym punktem wspominania Bożych dzieł jest zmartwychwstanie Chrystusa, a jego perspektywą eschatologiczną — wydarzenie paruzji. Tej paschalnej nocy możemy już zatem dostrzec poranek dnia, nie znającego zachodu, dnia Chrystusa zmartwychwstałego, który daje początek nowemu życiu, «nowemu niebu i nowej ziemi» (2 P 3, 13; por. Iz 65, 17; 66, 22; Ap 21, 1).

3. Od najdawniejszych czasów we wspólnocie chrześcijańskiej udzielano sakramentu chrztu w Wigilię Paschalną. Również tutaj tej nocy kilku katechumenów, zanurzonych z Chrystusem w Jego śmierci wraz z Nim powstanie do życia wiecznego. W ten sposób odnawia się cud tajemniczego odrodzenia duchowego, dokonanego przez Ducha Świętego, który włącza nowo ochrzczonych do ludu nowego i ostatecznego Przymierza, zawartego przez śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa.

Serdecznie pozdrawiam każdego z was, drodzy bracia i siostry, którzy przyjmiecie sakramenty inicjacji chrześcijańskiej. Pochodzicie z Włoch, Togo i Japonii. Wasze pochodzenie ukazuje powszechność powołania do zbawienia i darmowość łaski wiary. Pozdrawiam też wasze rodziny, przyjaciół i tych, którzy przygotowywali was do przyjęcia tego sakramentu.

Na mocy chrztu staniecie się członkami Kościoła, który jest wielkim ludem pielgrzymującym, bez podziałów ze względu na rasę, język czy kulturę, ludem, który już w Abrahamie został powołany do wiary i przeznaczony do tego, by się stał błogosławieństwem pośród wszystkich narodów ziemi (por. Rdz 12, 1-3). Bądźcie wierni Temu, który was wybrał i wielkodusznie powierzcie Mu całe wasze życie.

4. Liturgia wzywa nas dzisiaj, abyśmy wraz z tymi, którzy zostaną za chwilę ochrzczeni, odnowili nasze przyrzeczenia chrzcielne. Pan chce, abyśmy na nowo dali wyraz naszej uległości i całkowitemu poświęceniu się służbie Jego Ewangelii.

Drodzy bracia i siostry! Jeśli ta misja wydaje się wam niekiedy trudna, przypomnijcie sobie słowa Zmartwychwstałego: «Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata» (Mt 28, 20). Pewni Jego obecności, nie bójcie się już żadnej trudności i żadnej przeszkody. Jego słowo was oświeci, Jego Ciało i Krew będą waszym pokarmem i wsparciem w codziennej drodze do wieczności.

Blisko was zawsze będzie Maryja, tak jak była obecna wśród apostołów zalęknionych i rozproszonych w chwili próby. Swoją wiarą — pośród nocy świata — Ona wam wskaże brzask chwały zmartwychwstania. Amen.

 

Chrystus naprawdę zmartwychwstał

 

1. «Nie bójcie się! Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego; powstał, nie ma Go tu» (Mk 16, 6).

O świcie pierwszego dnia po szabacie, jak mówi Ewangelia, kilka kobiet poszło do grobu oddać hołd ciału Jezusa, ukrzyżowanego w piątek, które zostało pośpiesznie owinięte w płótno i złożone w grobie. Szukają Go, ale nie znajdują; nie ma Go już w miejscu, gdzie został pochowany. Pozostały jedynie znaki przypominające o Jego pogrzebie: pusty grób, chusty, całun. Kobiety ogarnia strach na widok «młodzieńca (...) ubranego w białą szatę», który im oświadcza: «powstał, nie ma Go tu» (tamże, 16, 5-6).

Ta zdumiewająca wiadomość, która miała zmienić bieg historii, od tamtej pory nieprzerwanie przekazywana jest z pokolenia na pokolenie; orędzie stare, lecz ciągle nowe. Usłyszeliśmy je po raz kolejny podczas tego paschalnego czuwania — które jest matką wszelkiego czuwania — i teraz rozlega się ono po całej ziemi.

2. O wzniosła tajemnico tej Świętej Nocy! Nocy, w której przeżywamy na nowo to przedziwne wydarzenie zmartwychwstania! Gdyby Chrystus pozostał więźniem grobu, istnienie ludzkości i całego stworzenia niejako straciłoby swój sens. Lecz Ty, Chryste, naprawdę zmartwychwstałeś!

Wypełniło się zatem to, co zostało zapisane w Piśmie, którego słuchaliśmy przed chwilą w Liturgii Słowa, ukazującej kolejne etapy całego planu zbawienia. Na początku stworzenia «Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre» (Rdz 1, 31). Abrahamowi obiecał, że «wszystkie ludy ziemi będą sobie życzyć szczęścia [takiego, jakie jest udziałem] twego potomstwa» (Rdz 22, 18). Wysłuchaliśmy również jednej z najstarszych pieśni tradycji żydowskiej, która ukazuje znaczenie dawnego «wyjścia», kiedy to «wybawił Pan Izraela z rąk Egipcjan» (Wj 14, 30). Wypełniają się nadal za naszych dni prorockie obietnice: «Ducha mojego chcę tchnąć w was i sprawić, byście żyli» (Ez 36, 27).

3. W tę noc zmartwychwstania wszystko rozpoczyna się znowu od «początku»; stworzenie odzyskuje swe autentyczne znaczenie w planie zbawienia. Jest to jakby nowy początek historii i kosmosu, albowiem Chrystus zmartwychwstał «jako pierwociny spośród tych, co pomarli» (1 Kor 15, 20). On, «ostatni Adam», stał się «duchem ożywiającym» (1 Kor 15, 45).

Nawet grzech naszych prarodziców jest opiewany w orędziu wielkanocnym jako felix culpa: «O, szczęśliwa wina, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel!» Gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska, a «kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym» (Psalm responsoryjny) niezniszczalnej budowli duchowej.

W tę świętą noc narodził się nowy lud, z którym Bóg zawarł wieczne przymierze we krwi Słowa wcielonego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego.

4. Członkami ludu odkupionych stajemy się poprzez chrzest. «Przez chrzest zanurzający nas w śmierć — przypomina apostoł Paweł w Liście do Rzymian — zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my postępowali w nowym życiu — jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca» (6, 4).

Ta nauka odnosi się w sposób szczególny do was, drodzy katechumeni, którym za chwilę Matka Kościół przekaże wielki dar życia Bożego. Boża Opatrzność przywiodła was tu z różnych krajów, abyście u grobu św. Piotra przyjęli sakramenty inicjacji chrześcijańskiej: chrzest, bierzmowanie i komunię św. W ten sposób wejdziecie do domu Pana, zostaniecie uświęceni olejem radości i będziecie mogli karmić się Chlebem niebieskim.

Wspierani mocą Ducha Świętego, zachowujcie wierność Chrystusowi i odważnie głoście Jego Ewangelię.

5. Drodzy bracia i siostry, zgromadzeni w tej bazylice! Również i my za chwilę zjednoczymy się z katechumenami, aby odnowić nasze przyrzeczenia chrzcielne. Na nowo wyrzekniemy się szatana i jego czynów, aby niewzruszenie trwać przy Bogu i uczestniczyć w Jego planie zbawienia. W ten sposób potwierdzimy, że coraz bardziej chcemy żyć zgodnie z Ewangelią.

Niech Maryja, radosny świadek zmartwychwstania, pomaga wszystkim «postępować w nowym życiu» i uświadomi każdemu z nas, że «dawny nasz człowiek został współukrzyżowany» z Chrystusem, i dlatego powinniśmy uznać, że jesteśmy ludźmi nowymi, i jak ludzie nowi postępować «żyjąc dla Boga w Chrystusie Jezusie» (por. Rz 6, 4-11). Amen. Alleluja!

 

ZNIWECZYŁ ŚMIERĆ NASZĄ

 

1. «Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych? Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał» (Łk 24, 5-6).

Te słowa dwóch mężczyzn «w lśniących szatach» na nowo rozniecają nadzieję niewiast, które o poranku pośpieszyły do grobu. Przeżyły tragiczne wydarzenia, których uwieńczeniem było ukrzyżowanie Chrystusa na Kalwarii; zaznały smutku i zagubienia. Nie opuściły jednak swego Pana w godzinie próby.

Po kryjomu spieszą na miejsce, gdzie pochowano Jezusa, aby jeszcze raz Go zobaczyć i pożegnać się z Nim na zawsze. Przynagla je miłość; ta sama miłość, która kazała im iść za Nim drogami Galilei i Judei aż po Kalwarię.

Jak wielkie spotkało je szczęście! Nie wiedziały jeszcze, że był to świt najważniejszego dnia w dziejach. Nie mogły wiedzieć, że to właśnie one miały się stać pierwszymi świadkami zmartwychwstania Jezusa.

2. «Kamień zastały odsunięty od grobu» (Łk 24, 2).

Tak podaje ewangelista Łukasz, dodając, że «skoro weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa» (24, 3). W jednej chwili wszystko się zmienia. Jezusa «nie ma tutaj, bo zmartwychwstał». Ta wiadomość, która przemieniła smutek pobożnych kobiet w radość, rozbrzmiewa z taką samą mocą w Kościele podczas tej Wigilii Paschalnej.

Szczególna to Wigilia szczególnej nocy. Wigilia, matka wszystkich wigilii, podczas której cały Kościół trwa w oczekiwaniu przy grobie Mesjasza, złożonego w ofierze na krzyżu. Kościół czeka i modli się, wsłuchując się ponownie w słowa Pisma, które przypominają całą historię zbawienia.

Ta noc nie jest jednak zwycięstwem ciemności, bo niespodziewanie zostanie rozjaśniona blaskiem światła, które ogłosi wszystkim zaskakującą wieść o zmartwychwstaniu Chrystusa. Oczekiwanie i modlitwa stają się zatem pieśnią radości: «Exsultet iam angelica turba caelorum — Weselcie się już, zastępy aniołów w niebie»!

Cała wizja dziejów zostaje odwrócona: śmierć ustępuje miejsca życiu. Życiu, które już nie umiera. Wkrótce będziemy śpiewać w prefacji, że Chrystus «przez swoją śmierć zniweczył śmierć naszą i zmartwychwstając przywrócił nam życie». Tę prawdę głosimy słowami, ale nade wszystko naszym życiem. Ten, który w przekonaniu niewiast był martwy, żyje. Ich doświadczenie staje się także naszym udziałem.

3. Wigilio przepojona nadzieją, która wyrażasz w pełni sens tajemnicy! Wigilio bogata w symbole, która objawiasz samą istotę naszej chrześcijańskiej egzystencji! Tej nocy wszystko zawiera się przedziwnie w jednym imieniu — w imieniu zmartwychwstałego Chrystusa.

O Chryste, jakże Ci nie dziękować za niepojęty dar, jakiego udzielasz nam tej nocy? Tajemnica Twej śmierci i zmartwychwstania opromienia wodę chrzcielną, która obmywa starego, cielesnego człowieka i czyni go czystym, przywracając mu Bożą młodość.

Wkrótce zanurzymy się w Twojej tajemnicy śmierci i zmartwychwstania, odnawiając przyrzeczenia chrzcielne; zanurzy się w niej zwłaszcza sześcioro katechumenów, którzy przyjmą chrzest, bierzmowanie i Eucharystię.

4. Drodzy bracia i siostry katechumeni, pozdrawiam was bardzo serdecznie i w imieniu wspólnoty kościelnej przyjmuję was z braterskę miłością. Pochodzicie z różnych krajów: z Japonii, Włoch, Chin, Albanii, Stanów Zjednoczonych Ameryki i Peru.

Wasza obecność jest wyrazem różnorodności kultur i narodów, które otwarły swe serca na Ewangelię. Także dla was, jak dla każdego ochrzczonego, tej nocy śmierć ustępuje miejsca życiu. Grzech zostaje zmazany i rozpoczyna się zupełnie nowe życie. Wytrwajcie do końca w wierności i w miłości. Nie lękajcie się, gdy przyjdzie czas próby, ponieważ «Chrystus, powstawszy z martwych, już więcej nie umiera, śmierć nad Nim nie ma już władzy» (Rz 6, 9).

5. Tak, drodzy bracia i siostry, Jezus żyje, a my żyjemy w Nim. Na zawsze. Oto jest dar dzisiejszej nocy, która ostatecznie objawiła światu moc Chrystusa, Syna Maryi Dziewicy, danej nam za Matkę u stóp krzyża.

Ta Wigilia wprowadza nas w dzień, który nie zna zmierzchu. Dzień Paschy Chrystusa, który dla całej ludzkości jest początkiem nowej wiosny nadziei.

«Haec dies quam fecit Dominus: exsultemus et laetemur in ea — Oto jest dzień, który Pan uczynił: weselmy się w nim i radujmy». Alleluja!

 

PRZYPATRZ SIĘ, CZŁOWIEKU, JAKA JEST TWA GODNOŚĆ

 

1. (Rdz 1, 26). (Rdz 1, 27).

Podczas dzisiejszej nocy paschalnej odczytujemy w liturgii pierwszy rozdział Księgi Rodzaju, który przypomina tajemnicę stworzenia, a w szczególności stworzenia człowieka. Raz jeszcze wchodzimy w tajemnicę człowieka, która w pełni objawia się w Chrystusie i przez Chrystusa.

<Fiat lux>, <faciamus hominem>: te słowa Księgi Rodzaju ujawniają całą swoją prawdę, gdy zostają przetopione w tyglu Paschy Słowa (por. Ps 12 [11], 7). W ciszy Wielkiej Soboty, w milczeniu Słowa, zyskują pełny sens: owa <światłość> jest nową światłością, która nie zna zmierzchu; ów to (por. Ef 4, 24).

Nowe stworzenie dokonuje się przez Paschę. W tajemnicy śmierci i zmartwychwstania Chrystusa wszystko zostaje odkupione, wszystko znów staje się doskonale dobre, zgodnie z pierwotnym zamysłem Bożym.

Przede wszystkim człowiek, marnotrawny syn, który przez grzech roztrwonił cenne dobro wolności, odzyskuje utraconą godność. <Faciamus hominem ad imaginem et similitudinem nostram>. Jak prawdziwie i głęboko brzmią te słowa w noc paschalną! I jak niezwykle aktualne są one dla człowieka naszych czasów, tak bardzo świadomego możliwości panowania nad wszechświatem, jakie zostały mu dane, ale często nie umiejącego znaleźć autentycznego sensu własnego życia, w którym nie potrafi już dostrzec śladów Stwórcy.

2. Przychodzi mi tu na myśl wiele fragmentów konstytucji Soboru Watykańskiego II Gaudium et spes, które dobrze współbrzmią ze wspaniałą symfonią czytań z Wigilii Paschalnej. Zagłębiając się w jej treść musimy stwierdzić, że posiada ona paschalny charakter, i to zarówno ze względu na swą zawartość, jak i na swą pierwotną inspirację. Czytamy w niej: (n. 22).

3. Te słowa ostatniego Soboru ukazują nam na nowo tajemnicę powołania każdego ochrzczonego. Ukazują ją zwłaszcza wam, drodzy katechumeni, którzy zgodnie z pradawną tradycją Kościoła macie otrzymać podczas tej Wigilii Paschalnej chrzest św. Witamy was serdecznie i dziękujemy za wasze świadectwo.

Pochodzicie z różnych krajów świata: Kanady, Chin, Kolumbii, Indii, Włoch i Republiki Południowej Afryki.

Moi drodzy, chrzest jest w bardzo szczególnym sensie waszą Paschą, sakramentem waszego odkupienia, waszych nowych narodzin w Chrystusie przez wiarę i za sprawą Ducha Świętego, który pozwoli wam wzywać Boga imieniem i stać się synami w Synu.

Życzymy wam, aby to nowe życie, które otrzymacie jako dar w tę świętą noc, rozwinęło się w całej pełni, przynosząc obfite owoce miłości, radości i pokoju, owoce życia wiecznego.

4. <O vere beata nox!> - śpiewa dzisiaj Kościół w preconium paschalnym, wspominając wielkie dzieła Boże, dokonane w Starym Przymierzu podczas wyjścia Izraelitów z Egiptu, które było proroczą zapowiedzią wyjścia rodzaju ludzkiego z niewoli śmierci do nowego życia za sprawą paschalnego dzieła Chrystusa.

O vere beata nox! - pragniemy powtórzyć za wielkanocnym hymnem, patrząc w świetle zmartwychwstania Chrystusa na uniwersalną tajemnicę człowieka. Na początku stworzył go Bóg na obraz i podobieństwo swoje. Za sprawą Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego to podobieństwo do Boga, przesłonięte przez grzech, zostało przywrócone i dosięgło jakby szczytu. Możemy zatem powtórzyć za starożytnym autorem: Przypatrz się sobie, człowieku! Przypatrz się, jaka jest twa godność i twoje powołanie! Chrystus, zwyciężając w ciągu tej świętej nocy śmierć, otwiera przed tobą bramy życia i nieśmiertelności.

Wraz z diakonem, który śpiewem zwiastował radość paschalną, powtarzam z radością: <Annuntio vobis gaudium magnum: surrexit Dominus vere! Surrexit hodie!> Amen!

 

Wstańmy i idźmy za Chrystusem, światłem i życiem

 

Liturgia świętej nocy paschalnej rozpoczyna się - po poświęceniu paschału - od procesji za światłem i do światła. Procesja ta w sposób symboliczny wyraża całą drogę katechumenalną i pokutną Wielkiego Postu, przypomina długą drogę, jaką przebył Izrael na pustyni, idąc do ziemi obiecanej, a także symbolizuje drogę ludzkości, która w nocy dziejów szuka światła, szuka raju, szuka prawdziwego życia, pojednania między narodami, między niebem i ziemią, powszechnego pokoju.

W ten sposób procesja ta zawiera w sobie całą historię; głoszą to słowa wypowiadane podczas poświęcenia paschału: Ale liturgia nie głosi idei ogólnych, nie zadowala się niejasnymi utopiami, lecz daje nam bardzo konkretne wskazania dotyczące tego, jaką drogę mamy obrać i co jest jej celem. Izrael był prowadzony przez pustynię w nocy przez słup ognia, a za dnia przez obłok. Naszym słupem ognia, naszym świętym obłokiem jest Chrystus zmartwychwstały, którego symbolizuje zapalony paschał. Chrystus jest światłem; Chrystus jest drogą, prawdą i życiem. Idąc za Chrystusem, wzrokiem serca wpatrując się w Chrystusa, odnajdujemy właściwą drogę. Cała pedagogia liturgii Wielkiego Postu wyraża w sposób konkretny ten podstawowy imperatyw. Iść za Chrystusem oznacza przede wszystkim uważnie słuchać Jego słowa. Uczestnictwo w niedzielnej Mszy św., w każdą niedzielę, jest niezbędne dla każdego chrześcijanina, aby mógł naprawdę obcować ze słowem Bożym: nie samym chlebem czy pieniądzem, czy karierą żyje człowiek, lecz żyje słowem Bożym, które nas napomina, odnawia, ukazuje nam prawdziwe, doniosłe wartości dla świata i społeczeństwa; słowo Boże jest prawdziwą manną, chlebem z nieba, uczy nas życia, bycia ludźmi. Iść za Chrystusem oznacza przestrzegać Jego przykazań - zwięźle ujętych w podwójnym przykazaniu miłowania Boga i bliźniego jak siebie samego. Iść za Chrystusem oznacza współczuć cierpiącym, okazywać serce ubogim; oznacza również mieć odwagę bronić wiary przed ideologiami; ufać Kościołowi oraz jego interpretacji i konkretyzacji słowa Bożego w naszej aktualnej sytuacji. Iść za Chrystusem oznacza kochać Jego Kościół, Jego mistyczne Ciało. Postępując w ten sposób, zapalamy w świecie małe światła, rozpraszamy ciemności dziejów.

Droga Izraela prowadziła ku ziemi obiecanej; cała ludzkość szuka swojej ziemi obiecanej. Liturgia paschalna wskazuje na to bardzo konkretnie. Jej celem są sakramenty inicjacji chrześcijańskiej: chrzest, bierzmowanie, Najświętsza Eucharystia. Kościół mówi nam w ten sposób, że te sakramenty są antycypacją nowego świata, zadatkiem jego obecności w naszym życiu. W starożytnym Kościele katechumenat był drogą stopniowo prowadzącą do chrztu: drogą otwierania zmysłów, serca, umysłu na Boga, uczeniem się nowego stylu życia, przemianą własnego życia, polegającą na zacieśnianiu przyjaźni z Chrystusem, wraz z wszystkimi wierzącymi. I tak po poszczególnych etapach oczyszczenia, otwierania się i nowego poznawania sakramentalny akt chrztu był ostatecznym darem nowego życia - był śmiercią i zmartwychwstaniem, jak mówi św. Paweł w swego rodzaju autobiografii duchowej: (Ga 2, 19-20). Zmartwychwstanie Chrystusa nie jest jedynie wspominaniem wydarzenia z przeszłości. Dziś, w noc paschalną, w sakramencie chrztu dokonuje się realnie zmartwychwstanie, zwycięstwo nad śmiercią. Dlatego Jezus mówi: (J 5, 24). W tym samym duchu powiedział do Marty: (J 11, 25). Jezus jest zmartwychwstaniem i życiem wiecznym; w tej mierze, w jakiej jesteśmy zjednoczeni z Chrystusem, już dziś , już teraz żyjemy życiem wiecznym, które nie jest jedynie rzeczywistością, jaka następuje po śmierci, lecz zaczyna się dziś w naszej komunii z Chrystusem. Przejście ze śmierci do życia dzięki sakramentowi chrztu jest prawdziwą istotą liturgii tej świętej nocy. Przejście ze śmierci do życia jest drogą, do której Chrystus otworzył bramę, na którą nas wprowadza uczestnictwo w liturgii świąt paschalnych.

Drodzy wierni, większość z nas otrzymała chrzest w dzieciństwie, w odróżnieniu od tych pięciu katechumenów, którzy mają teraz przyjąć go w wieku dojrzałym. Są gotowi głośno wyznać swą wiarę. W przypadku większości z nas naszą wiarę antycypowali nasi rodzice. Dali nam życie biologiczne, i choć nie mogli się nas zapytać o to, czy chcemy żyć, czy też nie, kierowali się słusznym przekonaniem, że dobrze jest żyć, że życie jest darem. Byli zarazem przekonani, że życie biologiczne jest darem kruchym, więcej, że w świecie doświadczonym przez tak wiele zła jest ono darem dwuznacznym i że staje się prawdziwym darem tylko wtedy, gdy można wraz z nim dać lekarstwo przeciwko śmierci, komunię z życiem niezwyciężonym, z Chrystusem. Wraz z kruchym darem życia biologicznego dali nam w chrzcie gwarancję prawdziwego życia. A teraz naszym zadaniem jest przyjąć ten dar, poznawać coraz bardziej radykalnie prawdę naszego chrztu. Co roku w noc paschalną jesteśmy wezwani, byśmy na nowo zanurzyli się w wodach chrzcielnych, przeszli ze śmierci do życia i stali się prawdziwymi chrześcijanami.

- mówi starożytna pieśń chrzcielna, zacytowana przez św. Pawła w Liście do Efezjan (5, 14). , mówi dzisiaj Kościół do nas wszystkich. Zbudźmy się z naszego chrześcijaństwa znużonego, pozbawionego zapału; wstańmy i idźmy za Chrystusem, prawdziwym światłem, prawdziwym życiem. Amen.

kard. Joseph Ratzinger

 

Jezus mówi: zmartwychwstałem i teraz zawsze jestem z tobą

 

Od najdawniejszych czasów w dniu Wielkanocy liturgia rozpoczyna się słowami: <Resurrexi et adhuc tecum sum - Zmartwychwstałem i zawsze jestem z Tobą; położyłeś na mnie swą rękę>. Według liturgii są to pierwsze słowa skierowane przez Syna do Ojca po zmartwychwstaniu, po powrocie z nocy śmierci do świata żyjących. Ręka Ojca podtrzymała Go także w ową noc, i dzięki temu mógł On się podnieść, powstać z martwych.

Słowa te zaczerpnięte są z Psalmu 139 [138] i w nim pierwotnie mają inne znaczenie. Psalm jest pieśnią wyrażającą zachwyt nad wszechmocą i wszechobecnością Boga, pieśnią wyrażającą ufność w tego Boga, który nigdy nie wypuszcza nas ze swoich rąk. A Jego ręce to dobre ręce. Modlący się człowiek wyobraża sobie podróż przez wszystkie sfery wszechświata - co go tam spotka? (Ps 139 [138], 8-12).

W dniu Wielkanocy Kościół mówi nam: Jezus Chrystus odbył dla nas tę podróż przez sfery wszechświata. W Liście do Efezjan czytamy, że On zstąpił do niższych części ziemi. Ten, który zstąpił, jest Tym, który wstąpił ponad wszystkie niebiosa, aby wszystko napełnić (por. Ef 4, 9-10). I tak wizja z Psalmu stała się rzeczywistością. W nieprzeniknione mroki śmierci On wszedł jako światło - noc stała się jasna jak dzień, a ciemność przemieniła się w światło. Dlatego Kościół ma słuszny powód, by uznać słowa dziękczynienia i ufności za słowa Zmartwychwstałego skierowane do Ojca: .

Lecz te słowa Zmartwychwstałego do Ojca są także słowami, jakie Pan kieruje do nas: - mówi do każdego z nas. Moja ręka cię podtrzymuje. Gdybyś gdziekolwiek miał upaść, upadniesz w moje ręce. Jestem nawet u bram śmierci. Tam gdzie już nikt nie może ci towarzyszyć i gdzie ty nie możesz niczego zabrać, tam Ja na ciebie czekam i dla ciebie przemieniam mroki w światło.

Te słowa z Psalmu, odczytane jako dialog Zmartwychwstałego z nami, są zarazem wyjaśnieniem tego, co dokonuje się w chrzcie. Chrzest jest w istocie czymś więcej niż obmyciem, niż oczyszczeniem. Czymś więcej niż przyjęciem do wspólnoty. Jest nowym narodzeniem - nowym początkiem życia. Fragment Listu do Rzymian, którego przed chwilą wysłuchaliśmy, mówi w tajemniczych słowach, że przez chrzest zostaliśmy w śmierć podobną do śmierci Chrystusa. Przez chrzest oddajemy się Chrystusowi - On nas przyjmuje do siebie, abyśmy odtąd żyli już nie dla samych siebie, lecz dzięki Niemu, z Nim i w Nim; abyśmy żyli z Nim, a tym samym dla innych. W chrzcie rezygnujemy z samych siebie, składamy nasze życie w Jego ręce, tak iż możemy powiedzieć za św. Pawłem: . Jeśli w ten sposób dajemy siebie, godząc się na swego rodzaju śmierć naszego ja, oznacza to, że również granica między śmiercią a życiem staje się przekraczalna. Zarówno po tej, jak i po tamtej stronie śmierci jesteśmy z Chrystusem, i dlatego od tej chwili i w przyszłości śmierć nie jest już prawdziwą granicą. Św. Paweł mówi nam o tym bardzo jasno w swoim Liście do Filipian: (por. 1, 21 nn.). Po jednej i po drugiej stronie granicy śmierci jest on z Chrystusem - nie ma już naprawdę różnicy. Tak, to prawda: . Do Rzymian św. Paweł pisał: (Rz 14, 7-8).

Drodzy przyjmujący chrzest, na tym polega nowość chrztu: nasze życie należy do Chrystusa, już nie do nas. Lecz właśnie dlatego nie jesteśmy sami nawet w chwili śmierci, lecz jesteśmy z Nim, który żyje wiecznie. W chrzcie wraz z Chrystusem odbyliśmy podróż przez wszechświat aż do otchłani śmierci. Z Nim, co więcej, objęci Jego miłością, jesteśmy wolni od lęku. On nas obejmuje i prowadzi, dokądkolwiek idziemy - On, który jest samym życiem.

Powróćmy jeszcze do nocy Wielkiej Soboty. Odnośnie do drogi Chrystusa wyznajemy w Credo: . Co wówczas się wydarzyło? Nie znamy rzeczywistości śmierci i dlatego możemy sobie wyobrazić ten proces przezwyciężenia śmierci jedynie za pośrednictwem obrazów, które zawsze pozostają niezbyt trafne. Pomimo całej swej niedoskonałości pomagają nam wszakże zrozumieć coś z tajemnicy. Gdy liturgia mówi o zstąpieniu Jezusa w noc śmierci, posługuje się słowami Psalmu 24 [23]: . Brama śmierci jest zamknięta, nikt zza niej nie może powrócić. Nie ma klucza do tej żelaznej bramy. Chrystus jednak posiada ten klucz. Jego krzyż otwiera bramy śmierci, bramy zamknięte nieodwołalnie. Przestają być one niepokonalne. Jego krzyż, radykalizm Jego miłości są kluczem otwierającym tę bramę. Miłość Tego, który będąc Bogiem, stał się człowiekiem, aby mógł umrzeć - ta miłość ma moc otwarcia bramy. Ta miłość jest silniejsza od śmierci. Wielkanocne ikony Kościoła wschodniego przedstawiają Chrystusa, który wchodzi do świata umarłych. Jego szata jest świetlista, ponieważ Bóg jest światłem. (Ps 139 [138], 12). Jezus, który wchodzi do świata umarłych, nosi stygmaty - Jego rany, Jego cierpienia stały się mocą, są miłością, która zwycięża śmierć. Spotyka Adama i wszystkich ludzi, którzy oczekują w nocy śmierci. Gdy się na nich patrzy, wydaje się nawet, że słychać modlitwę Jonasza: (Jo 2, 3). Syn Boży poprzez wcielenie stał się jednym z istotą ludzką - z Adamem. Lecz dopiero w owej chwili, w której dokonuje On najwyższego aktu miłości, zstępując w ciemności śmierci, doprowadza do pełni proces wcielenia. Umierając, bierze za rękę Adama, wszystkich oczekujących ludzi, i prowadzi ich do światła.

Można sobie postawić pytanie: Co ten obraz oznacza? Co nowego rzeczywiście wydarzyło się tam za sprawą Chrystusa? Skoro bowiem dusza człowieka jest z natury swojej nieśmiertelna już od chwili stworzenia, co nowego wniósł Chrystus? Owszem, dusza jest nieśmiertelna, gdyż Bóg w sposób szczególny pamięta o człowieku i człowiek jest przez Niego kochany również po swoim upadku. Lecz siła człowieka nie wystarcza, by wznieść się do Boga. Nie mamy skrzydeł, które by nas wyniosły na takie wyżyny. A przecież nic innego nie może na wieki zaspokoić pragnienia człowieka poza byciem z Bogiem. Wieczność bez tej jedności z Bogiem byłaby potępieniem. Człowiek nie jest w stanie dotrzeć na wyżyny, lecz tęskni za tym, co w górze: Jedynie z pomocą zmartwychwstałego Chrystusa możemy wznieść się do jedności z Bogiem, tam, dokąd o własnych siłach nie możemy dotrzeć. On naprawdę bierze na ramiona zagubioną owcę i niesie ją do domu. Żyjemy mocno trzymając się Jego Ciała i poprzez komunię z Jego Ciałem docieramy do serca Boga. Tylko w ten sposób zostaje pokonana śmierć, jesteśmy wolni, a nasze życie jest nadzieją.

Oto wielka radość Wigilii Paschalnej - jesteśmy wolni. W zmartwychwstaniu Jezusa miłość okazała się silniejsza niż śmierć, silniejsza niż zło. Powodowany miłością, zstąpił na niziny, i ta miłość jest siłą, która pozwala Mu wznieść się do góry. Siłą, dzięki której zabiera nas ze sobą. Zjednoczeni z Jego miłością, unoszeni na skrzydłach miłości, jako osoby kochające, razem z Nim zstępujemy w mroki świata, wiedząc, że właśnie w ten sposób również z Nim wznosimy się ku górze. Módlmy się zatem w tę noc: Panie, okaż także dziś, że miłość jest silniejsza od nienawiści. Że jest silniejsza od śmierci. Zstąp również w mroki i do piekieł naszych współczesnych czasów i weź za rękę tych, którzy oczekują. Zaprowadź ich do światła! Bądź także ze mną w czasie moich ciemnych nocy i wyprowadź mnie z nich! Pomóż mi, pomóż nam zstępować razem z Tobą w mroki tych, którzy oczekują, którzy z głębokości wołają do Ciebie! Pomóż nam wnosić tam Twoje światło! Pomóż nam dojrzeć do powiedzenia miłości, która sprawia, że zstępujemy i właśnie dzięki temu wznosimy się razem z Tobą! Amen.

 

 

"Zstąpił do piekieł": całkowite wypełnienie zbawienia

 

Zstąpienie [Chrystusa] do piekieł jest całkowitym wypełnieniem ewangelicznego głoszenia zbawienia" (Katechizm Kościoła Katolickiego. II wydanie poprawione, Poznań 2002, § 634; dalej KKK). Wielka Sobota to dzień pod niejednym względem wyjątkowy. Nie sprawuje się wtedy ani Eucharystii, ani Liturgii Słowa (tak przynajmniej jest w liturgii rzymskiej, a więc liturgii, do której stosują się wierni Kościoła rzymsko-katolickiego w Polsce). Jednak tego dnia licznie gromadzą się oni przed grobem Chrystusa. To sam Chrystus, tzn. Ten, który umarł, gromadzi. Przychodzą, by modlić się, oddać Mu cześć. Mają okazję, by zastanowić się nad tym, co ma do przekazania Wielka Sobota, jej spokojne, bynajmniej nie oznaczające rezygnacji, oczekiwanie. Wielka Sobota jakby kierowała spojrzenie (i serce) w bardzo różnych kierunkach. Czy jednak nie potrzeba zdobyć się na odwagę spojrzenia jak najbardziej całościowego, jak najbardziej dogłębnego? Jest Wielki Piątek ze swymi bezcennymi darami. Jest Niedziela Wielkanocna ze swymi bezcennymi darami. Chrystus już umarł i został wskrzeszony. Tych, z miłości do których oddał życie i zmartwychwstał, już obdarza On wiecznym, boskim życiem. A przecież odnowienie i udzielenie pełni życia w zmartwychwstaniu, choć już obiecane, to jednak jeszcze nie jest naszym udziałem w sposób ostateczny. Razem z Wielką Sobotą trzeba na ten eschatologiczny przełom czekać i wychodzić mu naprzeciw. Dostrzegając wiele, w tym wszystkim Wielka Sobota kieruje spojrzenie ku Chrystusowi. Umarły: co jednak może zrobić? co jest w stanie choćby powiedzieć?

W stopniu, w jakim potrafimy obserwować z doczesności (czy samo w sobie oznacza to, że nie jesteśmy w stanie nic zrozumieć z tego, co dzieje się przekraczając doczesne "teraz"?), Wielka Sobota odnosi się do "czasu" (jakiego innego określenia tu użyć?) i wydarzeń zupełnie wyjątkowych. Ich istotę wyznaczają - samemu będąc w najwyższym stopniu wyjątkowymi i dzieląc się tym przymiotem - z jednej strony śmierć Chrystusa na krzyżu a z drugiej Jego zmartwychwstanie wraz z paschalnym przyjściem Ducha Ożywiciela (zob. J 21,22-23).

"Jezus doświadczył śmierci jak wszyscy ludzie i Jego dusza dołączyła do nich w krainie umarłych. Jezus zstąpił tam jednak jako Zbawiciel" (KKK § 633). Wielka Sobota to dzień, który m.in. zaprasza (również przez swą ciszę jest to zaproszenie jakby łączące delikatność i ogromny takt z poczuciem siły, ze świadomością zwycięstwa) do zastanowienia nad słowami wyznania wiary dotyczącymi zstąpienia Chrystusa do tzw. otchłani, do "miejsca", gdzie przebywali zmarli, którzy poprzedzili tam Zbawiciela. Stajemy tu wobec jednego z punktów centralnych misterium paschalnego. Tutaj również widzimy, jak przeznaczeniem Paschy Chrystusowej jest stać się paschą zmartwychwstania, wyzwolenia, zbawienia dla człowieka. " (1 P 4,6). Zstąpienie do piekieł jest całkowitym wypełnieniem ewangelicznego głoszenia zbawienia. Jest ostateczną fazą mesjańskiego posłania Jezusa, fazą skondensowaną w czasie, ale ogromnie szeroką w swym rzeczywistym znaczeniu rozciągnięcia odkupieńczego dzieła na wszystkich ludzi wszystkich czasów i wszystkich miejsc, aby wszyscy ci, którzy są zbawieni, stali się uczestnikami Odkupienia" (KKK 634).

W pewnym sensie zstąpienie Chrystusa do otchłani ma charakter kenozy, stanowi jakby kontynuację tej ekonomii miłości, którą wytycza upokorzenie krzyża i śmierci. Także w ten sposób jest częścią misterium zbawienia. Rzeczywiście przypomina, że Zbawiciel naprawdę umarł na Golgocie; prowadzi też ku lepszemu zrozumieniu tego daru Miłości. Zstąpienie Chrystusa do piekieł wskazuje, jak wielkim jest Jego paschalne, wielkanocne zwycięstwo. Zwycięscy nic nie było w stanie zatrzymać: i takim Chrystus jest na zawsze. Jest wiecznym Dawcą życia w jego pełni (zob. np. 1 Kor 15,45). Zstąpienie Chrystusa do piekieł to kolejny, bardzo ważny etap realizacji dzieła zbawienia: udzielania go, włączenia człowieka w triumf Zbawiciela, jednoczenia z Nim. Chrystus zstąpił ku tym, którzy Go potrzebowali: niosąc Ewangelię o dopełnieniu dzieła stworzenia - zbawienia, czyli obdarzając łaską udziału w tym misterium. Ewangelia nie jest jedynie pewnym teoretycznym przekazem wiadomości itp., ale przede wszystkim "mocą Bożą ku zbawieniu każdego wierzącego" (Rz 1,16). Chrystusowe zstąpienie do otchłani jawi się więc jako będące u początku wielkiej przemiany. Jednym z jej etapów, jakby jej ogniskiem, będzie dzień zmartwychwstania umarłych. A ono z perspektywy Objawienia pozostaje ściśle związane z pierwszą Wielkanocą, ze zmartwychwstaniem Chrystusa: jest udziałem w nim. Bardzo mocno na tę komunię zwraca uwagę św. Paweł w Liście do Rzymian, kiedy pełne objawienie godności Chrystusa łączy ze zmartwychwstaniem zbawionych: "[Jest to Ewangelia] o Jego Synu, który według ciała pochodzi z rodu Dawida, a który w mocy został ukazany jako Syn Boży według Ducha Świętego przez zmartwychwstanie umarłych" (Rz 1,3-4, zob. też Mt 27,52-53).

Zbawienie można otrzymać jedynie dzięki Chrystusowi (zob. np. Dz 4,12). Zstępując do otchłani, przynosi On zbawienie tym, którzy zaznali śmierci przed Nim. Wskazując na to wydarzenie, Wielka Sobota nie ogranicza, ale przypomina, że Chrystus bardzo szczodrze obdarza swą miłością, odkupieniem. Także w tym przypadku jako ludzie stajemy wobec tajemnicy: budzącej nadzieję, stanowiącej też niebagatelne wyzwanie. Za Soborem Watykańskim II można ją przybliżyć w następujący sposób: "Skoro bowiem Chrystus umarł za wszystkich i skoro ostateczne powołanie człowieka jest w istocie jedno, mianowicie Boskie, powinniśmy utrzymywać, że Duch Święty wszystkim daje możliwość uczestniczenia w tym misterium paschalnym w tylko Bogu znany sposób" (Konstytucja duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym nr 22; tekst cyt. za: Sobór Watykański II. Konstytucje. Dekrety. Deklaracje. Tekst polski. Nowe tłumaczenie, Poznań 2002). Jeśli w Wielką Sobotę nie sprawuje się Eucharystii, to bynajmniej nie znaczy, że zapominamy, co Chrystus już uczynił, co nadal czyni oraz czego jeszcze dokona jako Zbawiciel, i co wyraża paschalne, eucharystyczne "za was". "To jest Ciało moje za was wydane" (1 Kor 11,24). "... to jest moja Krew Przymierza, która za wielu będzie wylana na odpuszczenie grzechów" (Mt 26,28). Chrystus zawsze i wszędzie jest Zbawicielem: także, gdy jako umarły zstąpił do piekieł. Zawsze i wszędzie ogarnia zbawianych swą zwycięską i bezgraniczną, boską miłością i zabiera z sobą. Unosi w pochodzie życie, ku pełni życia. Dzieląc się swym doświadczeniem Eucharystii, dzieląc się swym rozumieniem Wielkanocy, sł. Boży Jan Paweł II pisał: "Syn Boży stał się człowiekiem, aby w najwyższym akcie uwielbienia przywrócić całe stworzenie Temu, który je uczynił z niczego. I w ten sposób On - Najwyższy i Wieczny Kapłan - wchodząc do odwiecznego sanktuarium przez swoją krew przelaną na Krzyżu, zwraca Stwórcy i Ojcu całe odkupione stworzenie" (Ecclesia de Eucharistia; tekst za programem: Nauczanie Kościoła Katolickiego. Wersja 1.0, Kraków 2003).

Wielka Sobota przypomina, że dzieło zbawienia dokonuje się i znajdzie swoje dopełnienie dzięki Chrystusowi. Zstąpienie do piekieł to etap na drodze ku zmartwychwstaniu Zbawiciela i Jego chwalebnemu zasiadaniu po prawicy Ojca. To w takim razie etap także na drodze ku zmartwychwstaniu zbawionych. Wielkosobotni Chrystus jakby nam wskazywał drogę. Dużo więcej: otwiera ją przed potrzebującymi zbawienia stworzeniami, prowadzi. Szanując ich wolność, sam dla nich jest Drogą, bierze ich los w swoje ręce (zob. np. zob. J 14,1n).

Wielka Sobota ma wiele do powiedzenia. Jej cisza czy zaduma są pogodne i gotowe stać się radością. Jakby przygotowywały do liturgii zmartwychwstania, która jest sprawowana wieczorem. Jednak wg liturgii, jej zasad oraz jej sposobu liczenia czasu, wieczorna liturgia Wigilii Paschalnej Zmartwychwstania Chrystusa należy już nie do Wielkiej Soboty, ale do Okresu Wielkanocnego, do Niedzieli Zmartwychwstania Pańskiego. To tak jakby i sam czas przyjmował i wypełniał zadanie współdziałania w dziele zbawienie, jakby spieszył się na spotkanie z tym, co najważniejsze i z pośpiechem torował mu dla nas drogę. To nie przemijanie jest najważniejsze. Na zakończenie wsłuchajmy się jeszcze w słowa modlitwy domawianej w Liturgii Godzin w Wielką Sobotę: "Wszechmogący, wieczny Boże, Twój Jednorodzony Syn zstąpił do otchłani skąd chwalebnie powrócił: udziel łaskawie, aby Twoi wierni, pogrzebani razem z Twoim Synem we chrzcie, ponieważ On zmartwychwstał, dostąpili udziału w życiu wiecznym" (Liturgia horarum iuxta ritum romanum II (...), Roma 1973, s. 390).

 

Krzyż - aż dotąd doszedł Bóg

 

W różnych sytuacjach, pod różnymi szerokościami geograficznymi i w różnym czasie powtarza się dramat Golgoty, w którym każdy z nas bierze udział. Ucieczka przed tą prawdą niewiele zmieni. Walka z krzyżem na nic się nie zda. Wyrzucony, powraca wraz z pytaniem o sens życia człowieka, o cel jego drogi, o tajemnicę nieprawości, o usprawiedliwienie cierpienia, o potęgę miłości. Na Golgotę nie trzeba nikogo specjalnie zapraszać. Wszyscy są jej uczestnikami, wszyscy są w niej zanurzeni. Trzeba tylko sobie uświadomić, że prowadzi przez nią droga każdego człowieka. Każda droga jest dla chrześcijanina fragmentem drogi krzyżowej. Od nas jednak zależy jakie miejsce zajmiemy w dramacie Golgoty.

"Bóg nigdy nie jest tak blisko, pisał ks., Michał Sopoćko, jak gdy kładzie krzyż na nas, ale i nigdy nie przynosimy Mu takiej chwały, jak wówczas, gdy chętnie go dźwigamy". Cierpienie, słabość, trud życia na ogół nie znajdują dziś zrozumienia. Przyjąć krzyż, to przyjąć dzień codzienny takim, jaki on jest, zaakceptować - nie poddając się - trudy i zadania, które przynosi nam życie. Można wprawdzie oglądać się za drogami ucieczki z Golgoty, tylko dokąd one zaprowadzą? Jezus zaprasza nas do współpracy. Swoim krzyżem dopełnia nasz trud i wysiłek. Mówi: "Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię..." (Mt 11, 28n). W obliczu słów Jezusa jakże wymowne stają się słowa Modlitwy inwalidy, którą można przeczytać na ścianie jednego z nowojorskich szpitali: "Prosiłem Boga, by dał mi moc potrzebną do osiągnięcia powodzenia - uczynił mnie słabym. Prosiłem o zdrowie dla dokonania wielkich czynów - dał mi kalectwo. Prosiłem o władzę, żeby mnie ludzie cenili - dał mi niemoc. Prosiłem o bogactwo, abym mógł być szczęśliwy - dał mi ubóstwo. Niczego nie otrzymałem z tego, o co prosiłem. Ale jestem spośród wszystkich ludzi najbardziej obdarowany". Krzyż zatem, jak stwierdza św. Proboszcz z Ars "jest darem, który dobry Bóg zsyła swoim przyjaciołom". "Krzyż - konkretyzuje ks. Sopoćko - to niekoniecznie jakieś niezwykłe cierpienia, chociaż nie są i takie wykluczone, ale są to zwyczajne i codzienne niewygody, których znoszenie nie jest łatwe. Czasami łatwiej przyjąć wielkie cierpienie i ofiary niż drobne zwykłe przykrości, które się powtarzają codziennie i trwają przez dłuższy czas".

Jeżeli oddzielamy nasze życie od krzyża, nigdy nie zrozumiemy dlaczego Chrystus - najlepszy z żyjących na ziemi, doskonały, czyniący niezaprzeczalnie najwięcej dobra - przez ludzi zaślepionych grzechem został okrzyczany zbrodniarzem i dlaczego Ojciec dla umiłowanego Syna wybrał tak tragiczny scenariusz, który Jezusa wszystkiego pozbawia i do końca Go poniża. A stało się tak dlatego, że kiedyś człowiek w swej zuchwałości chciał zostać panem wszystkiego. Krzyż zatem wprowadza równowagę, przywraca człowiekowi godność, pozwala mu odzyskać pełną miarę człowieczeństwa. "Krzyż jest bramą, przez którą Bóg wszedł w dzieje człowieka" - naucza Jan Paweł II. Dopiero w miłości, która poddaje się Bogu krzyż staje się czymś istotnym. A ponieważ lękamy się wielkiej miłości, bo ona wymaga, boimy się krzyża, cierpienia, poniżenia. I zapominamy, że tylko w "cierpieniu krystalizuje się miłość" (Dz. 57).

Jednej rzeczy nie wolno nam zapomnieć: najbardziej uprzywilejowaną pozycją jest pozycja łotra. To miejsce przy krzyżu jest dla nas najlepsze. Łotr umierającymi oczyma widzi umierającego Boga. Przybity nie ma gdzie uciec, nie ma gdzie się schować. Nadchodzi nieunikniona śmierć. Ale łotr cierpi przy boku Chrystusa. To bardzo ważne! Tam właśnie dotyka go łaska Chrystusa. Dzięki niej więcej widzi, więcej rozumie, więcej kocha. Uświadamia sobie ile w życiu przegrał, uznaje swoje winy i słyszy najbardziej upragnione słowa: "Dziś będziesz ze Mną w raju" (Łk 23,43). Niestety wielu z nas ucieka z tego uprzywilejowanego miejsca przy krzyżu, wielu nie chce zgodzić się na pozycję łotra. Jednak prawda o krzyżu dopełni się w zmartwychwstaniu, w życiu, które otrzymamy po przejściu tajemnicy krzyża. Nie przegapmy więc krzyża, tej wymagającej lekcji miłości, przez którą chce przeprowadzić nas Pan.

Nasz szlak to droga krzyżowa, która otwiera nas coraz bardziej na Boga i ludzi, to droga miłości, na której spotykamy się z innymi. Podejmując ten trud, pozwalamy się ranić, a przez te rany przenika Boża miłość, która nas przemienia i uświęca. Częścią rozwoju, do którego prowadzi nas krzyż, jest także akceptacja śmierci. Krzyż przypomina nam o niej. "Krwawa śmierć przebłagalna Zbawiciela to najpotężniejsza mowa, jaką Miłosierdzie Boże skierowało kiedykolwiek do ludzi" (ks. Sopoćko). Jedynie w jej obliczu możemy nauczyć się żyć pełnią życia. Śmierć nakłania nas do tego, by żyć pełnią życia w każdej chwili, a zarazem przypomina nam, że decyzje podejmowane każdego dnia niosą wieczne skutki. Śmierć uczy nas traktować poważnie przyszłość, gdyż nasz czas jest ograniczony. W obliczu śmierci musimy się zastanowić jakie ślady chcemy pozostawić po sobie na tym świecie - ślady miłości czy nienawiści, miłosierdzia czy brutalności, pokoju czy zamętu.

Przecinające się belki krzyża są znakiem, że nasze życie na zawsze wkracza w sferę innych ludzi. Wpływamy na innych wokół nas - destrukcyjnie lub konstrukcyjnie, budujemy wokół siebie serdeczną atmosferę lub chłodno odrzucamy. Sami odpowiadamy za to, jaki wpływ wywieramy na innych. W obliczu śmierci, z którą konfrontuje nas codzienny krzyż, musimy radykalnie opowiedzieć się, w jaki sposób chcielibyśmy oddziaływać na ten świat, czy to, co po nas zostaje uzdrawia i rozjaśnia, czy raczej rani i zaciemnia. A "kiedy ci się zadaje, że cierpienie przechodzi siły twoje, patrz w Rany Moje" (Dz. 1184).

Popatrzmy na Jezusa. Idzie na śmierć dobrowolnie, nie broni się przed ludzkim sądem, jest pokorny i uległy, nikogo nie obarcza swoją krzywdą, nie szuka usprawiedliwienia. Jest samą Miłością, także w najstraszliwszej godzinie swojego życia. Droga krzyżowa Chrystusa jest dla nas przykładem, jak znosić własne cierpienia, te małe krzyżyki codzienności; jak je zaakceptować, by owocowały przemianą życia. Męka Jezusa ma nam uświadomić Jego ogromną miłość do nas, i to powinno być dla nas wskazówką, jak przeżywać cierpienia, które nas doganiają, a wtedy odzyskają one swój właściwy wymiar i proporcje. Jezus wydając się na śmierć nauczył nas, jak przebaczać innym, jak milczeć w cierpieniu, kochać, nawet wtedy, gdy najbliżsi przysparzają nam najwięcej cierpień. Jezus jest szalony w tej miłości ku ludziom. Szczytem tego szaleństwa jest krzyż na Golgocie. Z tej naszej winy Bóg czyni winę szczęśliwą. Grzech prowokuje Jego łaskę, tam rozlewa się Jego miłosierdzie. "Nasze krzyże - jak stwierdza ks. Sopocko - są tylko odłamkiem krzyża Zbawiciela, tylko słabym odbiciem cierpień, które On podjął za nas z nieskończonego miłosierdzia swego. Przez krzyże naszego życia stajemy się towarzyszami Chrystusa, podobnymi do Niego w cierpieniach".

Ale chrześcijaństwo jest religią Zmartwychwstałego, jednak, czyż On sam - zwycięski Bóg - nie pokazuje nam rany w swoim boku i przebitych rąk? Od dwóch tysięcy lat trwa to przekonywanie nas, że nie musimy wstydzić się naszych ran, że nasze słabości, włączone w rany Chrystusa, nie muszą oznaczać klęski. Zanim jednak zobaczymy pusty grób, musimy zapłakać przy śmierci Niewinnego. To prawda prosta, ale czasem trudna do odkrycia. Bo nawet nam, chrześcijanom zdarza się głosić chrześcijaństwo za pół ceny - bez krzyża. A przecież krzyż jest ową tratwą, dzięki której możemy się przeprawić na drugi brzeg nadziei. Kto jest jednak na tyle odważny, by przytulić się do krzyża?

Każdy z nas ma obok siebie świadków, którzy zwycięsko przeszli próbę krzyża. Małżonkowie, którzy uwierzyli, że ich miłość może zmartwychwstać. Stary człowiek, umęczony przez choroby, skazany na samotność we własnym domu przeżywający swoje życie jako dar - cierpienia i modlitwy. Alkoholik, który przestał pić i powoli odsłania całe piękno swojej wrażliwej duszy. To świadkowie mocy Zmartwychwstania. I my "ukażmy życiem - do czego zachęca nas ks. Sopoćko - że wierzymy mocno w Zmartwychwstanie Jezusa"

Grób jest pusty. Aby się jednak o tym przekonać, trzeba do niego wejść. A zatem odwagi! Nie przegapmy Wielkiego Czwartku - przynajmniej jedną godzinę wytrwajmy z Nim, choćby inni poszli spać. Nie bójmy się Wielkiego Piątku - nie odwracajmy głowy, gdy "tajemnica krzyża błyska". Wytrzymajmy ciszę Wielkiej Soboty. A w Wielkanoc zejdźmy koniecznie do pustego grobu - bo tam, w kącie, pokornie czeka na swój poranek twoje i moje zmartwychwstanie. "Chrystusa zwycięstwo jest naszym zwycięstwem! Jego chwała jest naszą chwałą, bo Jego Zmartwychwstanie jest zarazem i naszym zmartwychwstaniem!" (ks. Sopoćko).